• Lifestyle

    Osiedla zamknięte – getta czy enklawy bezpieczeństwa?

    Jeszcze 15 lat temu osiedla zamknięte kojarzyły się z luksusem, sukcesem i bogactwem. Choć przeświadczenie o prestiżu ogrodzonych wysokim płotem osiedli wybrzmiewa i dziś, to coraz częściej wskazywane są negatywne skutki odcinania się od miasta. Jest to temat, który fascynuje mnie od kilku lat, dlatego dołożę swoje trzy grosze. Zachęcam także do wypowiedzi w komentarzach. Osiedla zamknięte = bezpieczeństwo? Podstawowym argumentem na rzecz osiedli zamkniętych jest bezpieczeństwo. Dostęp do nich jest ograniczony, wymaga specjalnego kodu/klucza/karty, a nad spokojem mieszkańców czuwa także stróż oraz monitoring. Stwarza to w teorii idealną przestrzeń do niezmąconej zabawy dzieci, wypoczynku osób starszych, a przede wszystkim daje poczucie bezpieczeństwa. Sukces osiedli zamkniętych nie może dziwić, bowiem…

  • Lifestyle

    Jak szybciej zwiedzać miasto?

    Zawsze byłem niecierpliwy. W pewnym okresie, gdzieś w okolicy ósmego roku życia, włączył mi się tryb biegania. Gdy mama prosiła mnie o zakup koperku na obiad, to biegłem. Nie potrafiłem iść spokojnie. Biegiem sunąłem także m.in. na pocztę, po chleb (krzeszowicki, wiadomo) oraz na trzepak. Tylko po słodycze nie biegałem. Po słodycze zapierdzielałem szpagatami. To moje zniecierpliwienie doskwiera mi i dziś. Zwłaszcza podczas zwiedzania miast. Mógłbym, rzecz jasna, jeździć autobusami, ale to zupełnie nie w moim stylu. Po pierwsze, to nie lubię jeździć od punktu do punktu. Największą radość sprawia mi przemierzanie uliczek, osiedli i dzielnic, gdzie każda ławeczka i każde drzewo kryje jakąś historię. Drzewa w moich Krzeszowicach np.…

  • Lifestyle

    Czy Twoje miasto żyje?

    Moja dziewczyna Bonobo śmieje się ze mnie, że jestem typem pociekającym. Czym jest pociekanie? W gwarze tubylczej, konińskiej, jest to wyjście z domu bez konkretnego celu. Taki spacer, tyle że bez kobiety. Pociekanie w wielu przypadkach kończy się schlaniem ryja z kumplami w stylu dostosowanym do danego anturażu, jednak w moim przypadku – nie. Ja po prostu sobie łażę. Ten wstęp jest rzecz jasna zbędny, jednak pokieruje mym tokiem myślenia przez dalszy ciąg artykułu jak koniem z wędzidłem w pysku. Bo w pociekaniu jedna rzecz jest bardzo ważna – trzeba mieć gdzie pociec. Tu nie wystarczy polna droga albo kilka osiedlowych alejek wyłożonych smutną kostką brukową. Mi potrzeba wrażeń. Taki…