Lifestyle

Stworzyłem potwora

Mój wzrok spotkał się przed chwilą ze wzrokiem sąsiada. Niby nic, pomyślicie, ale ja zaczynam się martwić. Powinienem zabarykadować drzwi. Wyprowadzić się na inne osiedle. Do innego miasta. Przesadzam, pomyślicie, ale już tłumaczę dlaczego. A zaczęło się niewinnie.

Gdy w moim domu pojawił się pierwszy kot, byłem jeszcze szczęśliwym, uczciwym człowiekiem. Nie znosiłem tych sierściuchów z całego serca i cały czas miałem w tyle głowy mądrość mamy Ludwiczka, że koty liżą masło (miała rację). Ale Kafka, biało-szara kotka, wówczas wielkości mojej dłoni, była wyjątkowo urocza. Była słodko strachliwa, uwielbiała się pieścić i właściwie to nie miała wad, poza tym, że szczała do kwiatka. A potem przyszedł Freddie. Drugi kot. Jej brat (serio!). Zapukał do drzwi, miał miał, dzień dobry, gdzie jest moja micha z mięskiem. I jest z nami do dziś.

Ale co z tym potworem? Już tłumaczę. Ulubioną zabawą Kafki jest gonienie much. W dupie tam ma zabawki, nawet okiem na nie nie rzuci, nie mówiąc o zabawie nimi. No chyba, że po to, by wkurzyć Fredka, który je kocha. Kafka poluje na muchy wybornie. Łapie je w locie, biega po suficie, a przelatujący obok głowy kot to dla mnie taka powszedniość, jak awantura o Świeżaki w Biedronce.

Nieco inaczej jest z Fredkiem. Natura poskąpiła mu zwinności oraz sprytu, a grawitacja, powiedzmy to głośno, działa na niego jakby mocniej. I to zupełnie nie tak, że Fredek nie ma zalet, co to, to nie, bo doskonale morduje elektryczną myszkę wydającą dźwięk. Morduje ją w mgnieniu oka, nie daje cienia szans, a wachlarz taktyk ofensywno-zaczepnych nie ma końca. Czasem tylko omyłkowo podczas szturmu spierdzieli się widowiskowo ze stołu na twarz, za co jest na myszkę sążniście obrażony.

Ale na muchy, jak Kafka, nie poluje. A przynajmniej nie polował. Do czasu.

Pewnego słonecznego dnia, choć właściwie kij tam z pogodowym anturażem, Fredek przypuścił atak. Był już nawet w trakcie wykonywania ostatecznego ciosu, ciosu posyłającego muchę do tamtego świata. Mówię „tamtego”, bo nie mam pojęcia gdzie idą zjedzone przez Kafkę muchy. I atak Fredka można by, delikatnie naginając rzeczywistość, uznać za udany, gdyby nie fakt, że mucha odleciała już kilka sekund wcześniej przed atakiem.

Widząc jego rozczulającą nieudolność postanowiłem mu pomóc. Wziąłem go na ręce, podniosłem i przysunąłem mu tę muchę wprost pod sam ryj, by zaznał tej kociej Victorii. Za piętnastym razem się udało. Ruchem przypominającym bardziej partyjkę w szachy przycisnął muchę do okna i zamordował, po czym obraził się na mnie, że popsułem mu zabawkę.

Od tego czasu za każdym razem gdy widzi muchę, przychodzi do mnie, bym pomógł mu w polowaniu. Patrzy się na mnie tymi kocimi ślepiami i drze ryja, żebym ruszył się z kanapy i polował wraz z nim, a nie bezużytecznie pracował.

No więc biegam ja z nim, trzymam go w rękach i włażę na krzesła, a on tylko wyznacza azymut i dokonuje ostatecznego ciosu. I dzisiaj dostrzegł mnie sąsiad, spoglądając mi przez okno prosto w oczy. Dlatego piszę ten tekst w pośpiechu, bo czekam na tych smutnych panów z kaftanem, wezwanych przez sąsiada widzącego gościa biegającego po pokoju z kotem w rękach i wykrzykującego: „Morduj ją, Fredku, zniszcz tę bestię! Tatuś Ci pomoże!”.

A mogłem dalej nienawidzić kotów. Gdy przyszedł pod drzwi, był słodki i grzeczny. Kładł mi się na nogach i mruczał. Wieczorami przychodził spać obok mojej głowy. Zwijał się w kłębek na poduszce i zasypiał. Teraz wyssał mi duszę. Stworzyłem potwora. Ale jakiego słodkiego.

PS „Wszystkie zdjęcia Bonoba, proszę to napisać! I masz nie wspominać, że Ci kazałam!”

  • Ty wiesz, że ja na warsztacie też mam koci tekst? 🙂
    W kwestii much to dodam tylko tyle, że wszystkie znane mi kotuchy jakimś cudem pozbawiają muchy zdolności latania – to jest taka seria z sonicznej broni (brzmi to tak: KkkkKKKKkkKKK) – mucha ląduje i od tego momentu staje się zabawką. Coraz bardziej uplutą ale wciąż próbującą ucieczki na piechotę…

    • Szymon | pomensku

      Jak pierwszy raz usłyszałem tę salwę, to myślałem że kot mi się dusi 😀

  • Prześmiesznie opisane! Życie z kotami nigdy nie jest nudne 😀

    • Szymon | pomensku

      A czasem mogłoby być, choć na chwilę, nie? 😀

      • A potem wyjeżdża się na weekend z domu i tęskni się za tymi futrzakami i ich szaleństwem 😀

        • Szymon | pomensku

          Nawet mi nie mów. W piątek wyjeżdżam do Gdańska i już tęsknię za tym szarym futerkiem 😀

  • Poryczałam się ze śmiechu, a dopiero co mejkap na paszczę nałożyłam;) Jakbym widziała swoje futrzaste potwory, dbają pieczołowicie o to, by entertajment zawsze był w odpowiedniej dawce i rzecz jasna na wysokim poziomie. Ja byłam normalna trzy koty temu.