Lifestyle

Podcasty to moje odkrycie roku

Pierwszy raz o podcastach dowiedziałem się w 2007 roku. Przesłuchałem niespełna minutę, bo zacząłem przysypiać, a nie znoszę robić sobie drzemek w ciągu dnia. Powróciłem do nich kilka miesięcy temu i powiem zupełnie szczerze – jestem zachwycony.

Próbowałem polubić podcasty kilkukrotnie. Za każdym razem spotykałem się z coraz większym gniotkiem, który był jak spotkanie dawno niewidzianego kolegi z podstawówki. Na pewno znacie to uczucie, gdy musicie wysłuchiwać historii życia, jakby w ciągu tych pięciu minut stania w kolejce do warzywniaka trzeba było nadrobić pięć lat braku kontaktu. Udajecie zaciekawionych, dopytujecie o kolor pierwszej kupki i potakujecie ze zrozumieniem, gdy typ wyjaśnia, że to chyba był bardziej heban niż sepia.

Z podcastami było podobnie. Starałem się udawać, że się wciągam, że nawijka wciąga mnie po uszy lub chociaż, że przyda mi się w życiu. Problem w tym, że tak naprawdę miałem ochotę sięgnąć po książkę, włączyć Football Managera lub obejrzeć głupie filmiki na Youtube. Tym bardziej, że podcasty wyraźnie eksponują wszelkie nasze maniery głosu. Te modulacje, próby obniżenia tonu, bełkotliwe zaśpiewy – słyszycie to, prawda?

Komu to potrzebne?

Przyznaję to uczciwie i przestaję już obrażać ludzi – współczesne podcasty to zupełnie inna bajka. W dalszym ciągu można znaleźć nagrania osób, które nazbyt mocno lubią słuchać własnego głosu, ale duża część popularnych podcastów jest doskonała. Są zrobione profesjonalnie, są o czymś i słucha się ich bardzo przyjemnie. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo ciężko było mi znaleźć na nie odpowiednią porę. Nigdy nie słuchałem ich w domu, bo na mojej prokrastynackiej liście metod marnowania czasu są bardzo nisko.

Nie byłem w stanie także słuchać ich podczas pracy lub wykonywania innych czynności, bo nie wierzę w podzielność uwagi, a multitasking jest w moim przypadku umiejętnością psucia kilku rzeczy naraz. Trudno było mi wyobrazić sobie moment, w którym warto byłoby sięgnąć po podcasty.

Jak odkryłem podcasty ponownie?

Wszystko zmieniło się w momencie, gdy sprzedałem samochód i, siłą rzeczy, przesiadłem się na zbiorkom. Sądziłem wtedy, że jazda komunikacją miejską jest wyjątkowo nierozsądnym marnowaniem czasu, bo oczekiwanie na autobus, jazda zygzakami po wszystkich osiedlach i przesiadki na inne nitki, potrafią w moim mieście trwać tygodnie. Gdy usłyszałem, że w Warszawie metro jeździ co dwie minuty, poczułem się jak ci goście z kultów cargo, budujący lądowiska dla samolotów zsyłanych z nieba.

Zwykły dojazd na siłownię wydłużył mi się o dobre 30 minut. Wyjazd do sklepu niebędącego osiedlowym przyczółkiem dżentelmenów z tendencją do filozofii, stał się wyprawą godną Amundsena. Postanowiłem, że będę czytał w autobusie książki. Zrezygnowałem z tego pomysłu już po kilku dniach, gdy trafiłem na dzień targowy i ktoś ubrudził mi lekturę szczypiorkiem. Pozostały podcasty. Spróbuję – pomyślałem.

Rzecz, bez której nie słuchałbym podcastów

Muszę się do czegoś przyznać – nie polubiłbym podcastów, gdyby nie słuchawki bezprzewodowe. To mój drugi najlepszy zakup tego roku, zaraz po rowerze szosowym. Dotychczas korzystałem z przewodowych słuchawek dokanałowych, które doprowadzały mnie do szału. Rozplątanie ich trwało nieraz dłużej niż sama podróż autobusem.

Z bezprzewodowymi pchełkami nie ma tego problemu. Mam je zawsze przy sobie, ładują się automatycznie w etui, a połączenie z telefonem jest błyskawiczne. Co więcej, grają całkiem dobrze, a przynajmniej wystarczająco. Dzięki nim słucham podcastów w każdej możliwej sytuacji: jadąc autobusem, sprzątając, myjąc rower czy idąc do sklepu.

To świetny sposób na recykling zmarnowanego czasu. Podcasty wzbogacają czas, który i tak poświęciłbym na nudną i mechaniczną czynność. Nie odbierają mi momentów przeznaczanych na czytanie książek ani przymulania przed telewizorów. Wypełniam nimi te chwile, które i tak nie mają nic wielkiego do zaoferowania. Jak się okazuje, tego czasu w ciągu dnia jest bardzo dużo!

Jakich podcastów słucham?

Nie jestem jeszcze wybitnym koneserem podcastów. Słucham tych najpopularniejszych, odkrywając kolejne stosunkowo rzadko. Chętnie poznam Wasze propozycje, bo nie do końca ufam listom najpopularniejszych słuchowisk. Choć znalazłem tam bardzo dobre podcasty, wiele mnie rozczarowało. Ciągle szukam perełek, które dopiero się rozwijają i nie są jedynie zaniedbanym dodatkiem do innej internetowej działalności autora.

Moją przygodę z dobrymi podcastami zacząłem dzięki Marcinowi Myszce, autorowi podcastu Kryminatorium oraz kanału Niediegetyczne. Mroczny klimat i profesjonalizm nagrań wciągnęły mnie od pierwszych sekund. Szczególnie dobrze wspominam serię o zbrodni na Narożniku, która nagrywana była bezpośrednio na miejscu tragedii sprzed lat. Przesłuchałem wszystkie podcasty i tylko kilka odstawało od wysokiego poziomu.

Regularnie słucham też podcastów: Michała Szarfańskiego „Więcej niż oszczędzanie pieniędzy”, Marcina Iwucia „Finanse bardzo osobiste”, Justyny Mazur „Piąte: Nie zabijaj”, Strefa Psyche Uniwersytetu SWPS, podcastu Karoliny Sobańskiej i „Tu Okuniewska” Okuniewskiej. Wszystkie polecam, jak poleca się pizzę z ulubionej pizzerii za rogiem.

A jakie są Wasze ulubione podcasty? Kiedy ich słuchacie? Które odcinki najbardziej lubicie? A może wzgardzacie nimi tak, jak ja wzgardzam serniczkiem?