Lifestyle

Pochwal się swoją chorobą, czyli problem pana Czesława

Jakiś czasem temu miałem przyjemność poznać Czesława Beera, osiemdziesięcioletniego jogina. Po warsztatach z jogi poszliśmy na raut, na którym porównywaliśmy jakość wyrobów nalewkowych. Pan Czesław w tym czasie wycinał na konsekwentnie nienastrojonej gitarze i raczył nas zakazanymi piosenkami. Bawiłem się jak nigdy.

Jest jednak rzecz, która zapadła mi w pamięć jeszcze mocniej niż sowizdrzalskie teksty piosenek p. Czesława. Chodzi o jego podejście do chorób. Urzekł mnie mówiąc, że nie jest w stanie zamienić ze swoimi rówieśnikami ani słowa. – Oni non stop gadają o swoich chorobach! Gdy temat własnych dolegliwości się wyczerpie, gadają o chorobach bliskich – żalił się współbiesiadnikom pan Czesław.

Przebij to

Licytowanie na choroby to wręcz sport. – Panie, mnie to boli bardziej, leki są droższe niż pana, a hemoroidy – proszę pana – rozleglejsze! – usłyszysz to w każdej przychodni. Z jakiegoś powodu narzekanie na zdrowie zajmuje nas bardziej niż cokolwiek innego. Nie można wszak dopuścić do tego, by poczekalniowy interlokutor przebił nas dolegliwością, liczbą dni spędzonych w szpitalu lub gorszym samopoczuciem. Trzeba wykazać się dużą dozą czujności, by odpowiednio zintensyfikować objawy chorób, idealnie dobrać przykłady zaniemożeń i nakreślić je tak kwieciście, by nie zostać przelicytowanym.

Pielęgnujesz?

Pan Czesław wskazał mi także inną zależność: – Lubimy rozmawiać o chorobach, ale nie lubimy im przeciwdziałać. Nie zmieniamy diety, nie wprowadzamy aktywności fizycznej i nie zrezygnujemy ze szkodliwych przyzwyczajeń, choć w wielu przypadkach byłoby to skuteczniejsze niż leki – oburzył się, odkładając jednocześnie gitarę na krzesło. – Faszerujemy się antybiotykami, które nam szkodzą, a zamiast zwalczać choroby, całym tym naszym stylem życia je pielęgnujemy – dodał już bez gitary.

Na wszystko trzeba sobie zapracować

Zdaję sobie sprawę, że wiele chorób jest niezależnych od nas. Przychodzą nagle, zupełnie bez ostrzeżenia. Pech może dopaść każdego. Jest jednak wiele schorzeń, na które pracujemy wiele lat. Są efektem braku jakiegokolwiek dbania o siebie. Na warsztatach z jogi widziałem osiemdziesięcioletniego człowieka, który bez problemu staje na głowie, trzaska pompki aż miło i robi perfekcyjny mostek. Żyje pełnią życia. Jedyne, czym się różni od swoich rówieśników, jest to, że tłustą karkówkę z majonezem zamienia na kiszonki, a wielogodzinne leżenie przed telewizorem zastępuje regularnymi sesjami jogi.

Życzę zarówno Wam, jak i sobie, byśmy byli tak sprawni w jego wieku. Żyjcie zdrowo i piszcie własne sowizdrzalskie piosenki. Przydadzą się wcześniej, niż nam się wydaje.

  • Takie postawy trzeba propagować 🙂 pokazywać, że można nie narzekać na wiek i dolegliwości tylko żyć i cieszyć się życiem! Fajny staruszek!

    • Szymon | pomensku

      Bardzo fajny! I ma kondycję sto razy lepszą niż ja 🙂

  • Piękna sprawa, chciałabym poznać takiego Pana Czesława 🙂 Niestety, ma rację, rozmowy o chorobach to ukochany temat osób starszych, ale nie tylko. Dlatego nie cierpię siedzieć w przychodniach i innych lekarskich przybytkach. A, że nie lubimy przeciwdziałać – oczywista oczywistość! Lepiej ponarzekać, najeść się tabletek i liczyć, że problem zniknie. Mam znajomego cukrzyka, który wchłonie 10 pączków, przy czym robi zastrzyk z insuliny a następnie popija słodką nalewką. Paranoja. Ja 4 miesiące temu nareszcie wzięłam się za siebie, właśnie po to, żeby nie wcinać jeszcze więcej tabletek – przy niektórych sprawach się da. Także, polecam 🙂

    • Szymon | pomensku

      Właśnie! Pół biedy, jeśli ktoś żyje niezdrowo i jest to świadomy wybór, bez użalania się nad sobą. Najgorzej jest wysłuchiwać żali i rozterek, podczas gdy rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki 🙂

  • Otóż to. Leki to droga na skróty, w dodatku często szkodliwa. Jeśli chodzi o choroby cywilizacyjne, prawie wszystko jest w naszych rękach. Musimy tylko pokonać lenistwo, zrezygnować ze szkodliwych przyjemności i zamienić je na przyjemności zdrowe. Mnóstwo sympatii wzbudził we mnie pan Czesław. 🙂

    • Szymon | pomensku

      Pan Czesław to przesympatyczna osoba 🙂

  • W sedno. Już nawet nie chodzi o to jedzenie, bądź nie karkówek. O samo podejście do życia i pogodę ducha. Z racji mojej astmy co pewien czas muszę siedzieć w kolejce do lekarki – po leki. Rano czekam w kolejce do otwarcia ośrodka i do rejestracji (rozmowy o polityce i chorobach), później przed gabinetem (już tylko choroby). Wszystkie osoby się programują negatywnie licytując komu co kiedy przestało działać, jak bardzo bolało i jak złośliwie lekarze nie chcą leczyć schorzeń. Od samego słuchania czuję się gorzej, a lekarka znowu mówi, że tak dobra 1/3 starszych osób przychodzi się wyżalić i wygadać, nawet nie tyle o sobie i chorobach, co o bliskich, którzy starszych osób nie rozumieją i nie chcą wysłuchać.
    Najpierw widać trzeba wyleczyć duszę, później może przyjśc czas na ciało 😉

    • Szymon | pomensku

      Dobrze powiedziane. Jak mieszkałem w wielkiej płycie, na typowym osiedlu młodych ludzi (tyle, że młodych w latach 70-tych), to non stop musiałem słuchać w kolejkach sklepowych łzawych historii. Mentalne zgrzybienie to rzecz, której najbardziej chciałbym uniknąć 🙂

  • Wow ale fajny pan Czesław. Oby więcej osób było takich, niestety nawet moja babcia należy do takich osób (ekhem, nie jak pan Czesław, tylko tych drugich 😉 ), wyliczanka co to nie boli i nie strzyka. Mam nadzieję, że ja taka nie będę 😉

    • Szymon | pomensku

      Pozdrów babcię! 🙂