Lifestyle

Pamiętasz swój ostatni raz?

Hopka znajdowała się w pobliskim lesie i krążyło na jej temat wiele mitów. Na skok decydowali się nieliczni. Zbudowano ją na końcu stromego zjazdu, a pomiędzy nią i zeskokiem był głęboki rów. Mówiono, że jeden rowerzysta do niego wpadł i się połamał. I umarł – każdy dodawał w myślach, choć to nieprawda.

Ja do specjalnie odważnych nie należałem nigdy. Nie przepadam za bólem – nie zaprosił bym na wesele, pieniędzy bym nie pożyczył. W dzieciństwie zdecydowanie bardziej odpowiadała mi jazda od punktu do punktu wraz z kumplem. Spędzaliśmy na rowerach całe dnie. Wystarczyło rzucić punkt lokalizacyjny, np. pałac i po kilku minutach meldowaliśmy się u celu. Byliśmy królami dwóch kółek, cesarzami komunijnych górali, feudałami chodników (bo po ulicy mama zabraniała).

Mój góral miał 24 przełożenia, przedni hamulec tarczowy (który nie działał od nowości) oraz bidon, który śmierdział. Wszystkie bidony śmierdzą. Planowałem dokupić licznik, by bicie rekordów prędkości z górki mierzyć kilometrami na godzinę, a nie głośnością „łoookuuurrwa”. Niestety, w międzyczasie trzasnęło mnie w twarz coś dziwnego.

Zastanawialiście się kiedyś w którym momencie urwała się część waszego życia? Coś, co robiliście niemal dzień w dzień i nagle, jebudu, przestaliście to robić? Nie mam pojęcia kiedy ostatni raz szlajałem się z kumplem po mieście na moim góralu. Zupełnie nie pamiętam naszej ostatniej przejażdżki, po której już nigdy nie wybraliśmy się na rower. Tak samo jak ostatniej zabawy w chowanego, gry w grzane piwko, zjazdu na sankach oraz ostatniego meczu piłki nożnej.

Przerażają mnie te „ostatnie razy”. Zawsze próbuję sobie przypomnieć, czy był jakiś moment przełomowy, w którym podjąłem decyzję – nie, to już nie dla mnie. Nie bawi mnie to. Jestem za stary. Pieprzyć sanki, wolę twarde narkotyki. Obawiam się jednak, że to przyszło samo, bez szczególnych znaków ostrzegawczych. Nie było neuronalnego zebrania zarządu lub sceny z kiepskich filmów, ze zbliżeniem na stroskaną twarz w slow motion i smyczkami w tle. To po prostu kiedyś się stało.

A Ty? Pamiętasz swoje ostatnie razy?

  • Daria

    Pamiętam dwa ostatnie razy. Pamiętam, jak ostatni raz tańczyłam towarzysko w ramach rehabilitacji, choć to wcale nie miał być ostatni raz. Pamiętam, jak ostatni raz zagrałam w szkolnych mistrzostwach tenisa stołowego dla niepełnosprawnych.
    To były cholernie przykre ostatnie dwa razy.

    • Szymon | pomensku

      Być może to dobrze, że większości z nich nie pamiętamy 🙂

  • To chyba nazywa się starość… pewne zwyczaje i rytuały zamieniamy na inne. U mnie te ‚ostatnie razy’ często podyktowane są częstymi przeprowadzkami i pamiętam co nieco, jednak wciąż zbyt mało 🙂

    • Szymon | pomensku

      U mnie podobnie. Po przeprowadzce spod Krakowa do Torunia musiałem zmienić niemal wszystkie zwyczaje 🙂

      • Jak przeprowadzka do Torunia, to zapewne na lepsze zwyczaje, jo ? 🙂

        • Szymon | pomensku

          No jo! Wizytom u Lenka oraz w Krajinie Piva nie było końca 😛

          • Tęskno mi teraz 🙂

          • Szymon | pomensku

            Mi też, bardzo 🙂

  • Marysia

    Co do jazdy na rowerze już dawno nie jeździłam.

    • Szymon | pomensku

      Ja też! Co najmniej od 8-9 lat, a może i dłużej? W tym roku czas to zmienić 🙂

  • Hehe, w poprzednim sezonie. Ale czekam tylko aż będzie cieplej i znowu zaczynam 🙂

  • dawno nie jeździłem na rowerze, ale z miejskich na pewno w tym roku będę korzystał 🙂

    • Szymon | pomensku

      Z miejskich korzystałem w Toruniu, rewelacyjna sprawa. Większość tras pokonywałem w czasie poniżej 20 minut, więc nie płaciłem nic (poza wpisowym 20 zł). Trzeba tylko sprawdzać stan rowerów, bo w tym jest różnie 🙂

  • Fajny temat. Tak, pamiętam. Sporo tego. Pamiętam, jak rzuciłem wspólne granie online po nocach. A to było moje drugie życie. Rach-ciach i nawet nie mam zainstalowanego TSa. Gdzieś jakieś całkiem dobre konta w jakiś grach… Już nie pamiętam gdzie i do czego…

    • Szymon | pomensku

      O, rzucenia wspólnego grania po nocach w CS-a też nie pamiętam. Pamiętam tylko, że byłem w tę grę beznadziejny. Zresztą, byłem beznadziejny w większość gier komputerowych. Być może to był powód zaprzestania gry w jakąkolwiek z nich 😉