Lifestyle

Osiedla zamknięte – getta czy enklawy bezpieczeństwa?

Jeszcze 15 lat temu osiedla zamknięte kojarzyły się z luksusem, sukcesem i bogactwem. Choć przeświadczenie o prestiżu ogrodzonych wysokim płotem osiedli wybrzmiewa i dziś, to coraz częściej wskazywane są negatywne skutki odcinania się od miasta. Jest to temat, który fascynuje mnie od kilku lat, dlatego dołożę swoje trzy grosze. Zachęcam także do wypowiedzi w komentarzach.

Osiedla zamknięte = bezpieczeństwo?

Podstawowym argumentem na rzecz osiedli zamkniętych jest bezpieczeństwo. Dostęp do nich jest ograniczony, wymaga specjalnego kodu/klucza/karty, a nad spokojem mieszkańców czuwa także stróż oraz monitoring. Stwarza to w teorii idealną przestrzeń do niezmąconej zabawy dzieci, wypoczynku osób starszych, a przede wszystkim daje poczucie bezpieczeństwa. Sukces osiedli zamkniętych nie może dziwić, bowiem patologie wielu polskich miast, zwłaszcza poprzemysłowych, są nader widoczne. Wszechobecność sympatyków dresowej dzianiny oraz wyskokowych trunków skutecznie zniechęca nas do udostępniania własnych podwórek dla wszystkich. Po epoce rzeczywistości wspólnej, czyli niczyjej, czujemy silną potrzebę zaznaczania własnej prywatności. Stan posiadania określa to, kim jesteśmy.

Ale czy otaczanie się murem to dobra alternatywa? Skoro odcięliśmy się od patologii, złodziei i innych intruzów, to czy na pewno jesteśmy już bezpieczni? A może powinniśmy szukać dalszych zagrożeń? Wiele badań, np. prof. Marii Lewickiej, wskazuje na to, że izolacyjność prowadzi do pewnego rodzaju patologii. Podejrzliwość, z której przecież wywodzi się chęć zamieszkania na zamkniętym osiedlu, skutkuje trudnościami w nawiązaniu relacji z sąsiadami. Bo co, jeśli sąsiad też złodziej?

Sztuczny nośnik prestiżu

Realia szybko zweryfikowały, że bezpieczeństwo to przede wszystkim wytrych. Modny argument, z którym trudno dyskutować. Rzeczywiste dążenia amatorów zamkniętych osiedli, początkowo nieco ukryte, szybko zostały podchwycone przez deweloperów. Trzydziestometrowe, nieustawne klitki zaczęto nazywać apartamentami, zaś absurdalne zagęszczenie mieszkań wytłumaczono chęcią stworzenia kameralnych, zacisznych oaz spokojnych enklaw. Same „osiedla” przyjęły też megalomańskie, podkreślające prestiż nazwy ociekające „złotem”, „villąmi”, „parkami”, „gardenami”, „winnicami”, „village’ami”, „heavenami” czy innymi pretensjonalnymi określeniami. Osiedla zamknięte stały się więc gettami nowobogactwa, co w niektórych przypadkach bywa dość ironiczne. Wiele z nich położonych jest bowiem na terenach fatalnie skomunikowanych, odciętych od miasta lub po prostu nieatrakcyjnych, tanich dla dewelopera. Szczególny smutek wywołała we mnie budowa jednego z toruńskich osiedli deweloperskich tuż przy fabryce Nestle. Mieszkałem KILOMETR dalej i uwierzcie, że tego słodkiego odoru rozmiękłych płatków śniadaniowych nie dało się wytrzymać. Dodatkowo zachłanność deweloperów sprawia, że niezliczone mieszkania tłoczone są jak najciaśniej na niewielkich działkach, gdzie miejsca rekreacyjne i zieleń zredukowane są do minimum. Mogłoby się wydawać, że to całkowite zaprzeczenie prestiżu, a jednak…

Wzajemny absmak rośnie

Problemem zamkniętych osiedli jest także rosnąca izolacyjność. Niechęć wobec wszystkiego, co „poza”, nabiera efektu kuli śnieżnej. Poczucie wyższości mieszkańców osiedla zamkniętego zderza się z poczuciem krzywdy tych, którzy mieszkają obok. Pierwsi chcą odciąć się do drugich, drudzy zaś nie rozumieją, dlaczego Ci pierwsi mają mieć możliwość korzystania z ich osiedli i podwórek. Poczucie niesprawiedliwości i rozwarstwienia się pogłębia, a mury, jak w piosence, rosną.

Kwestie urbanistyczne

Nie zapominajmy o władzach. Powstawanie osiedli zamkniętych jest dla nich wygodne. Nie muszą bowiem otaczać ich swoją pieczą i tracić pieniędzy na sprzątanie, naprawę, konserwacje itd. Ale w dłuższej perspektywie czasu urbanistyczne skutki zaczynają doskwierać. Okazuje się, że zamknięte osiedla tworzą wyrwy w przestrzeni. Przerywają ważne szlaki komunikacyjne, ograniczają dostępność i stają się swego rodzaju nowotworami na zdrowej tkance miejskiej. Nieumiejętność w walce z tym stanem jest powszechna w całej Polsce. Dopiero od niedawna tworzone są duże projekty urbanistyczne, które mają w założeniu porządkować to deweloperskie eldorado i stworzyć coś, co będzie służyć wszystkim.

Bezpieczeństwo to nie kraty

Dziś wiemy już, że poczucie bezpieczeństwa, kameralności i spokoju można zapewnić innymi środkami. Rozwiązaniem jest mądra architektura, która stworzy przestrzenie społeczne, gdzie będą mogły bawić się bezpiecznie dzieci oraz publiczne, dostępne dla wszystkich. Jest to możliwe dzięki monitoringowi oraz zaprojektowaniu budynków tak, by sprzyjały rozwojowi wspólnot sąsiedzkich. Są one znacznie skuteczniejsze w ochronie przed rzezimieszkami niż stróż w kanciapie. Takie osiedla nie zamykają się na miasto, a tworzą jego integralną część. Zachęcają do spędzania w nich czasu i przyciągają inwestorów. Powstają wokół lokale usługowe, sklepy i miejsca rozrywki. Te osiedla tętnią tam, gdzie mają tętnić i zapewniają spokój tam, gdzie go oczekujemy. Doświadczenie krajów zachodnich oraz skandynawskich pokazuje, że takie podejście jest znacznie korzystniejsze. Umożliwia dynamiczny rozwój i to z korzyścią dla wszystkich – zarówno dla miasta, jak i mieszkańców osiedla. Osiedla są czyste, bezpieczne, piękne i zaspokajają wszelkie potrzeby, od tych podstawowych, jak poczucie bezpieczeństwa, po te bardziej wysublimowane, jak możliwość wyskoczenia do bezpretensjonalnej kawiarni lub czytania książki wśród terenów zielonych.

Ale czy są one wystarczające prestiżowe, by mogły odnieść sukces w Polsce?

Napiszcie w komentarzu, co sądzicie o osiedlach zamkniętych, jestem bardzo ciekaw Waszego zdania. Nie zapomnijcie także subskrybować kanału, kliknijcie dzwonek i zostawcie łapkę w gór… oh, wait 😉

  • Jak ktoś ma chęć i odpowiednie środki – niech sobie mieszka na takim osiedlu. Skoro powstają, to znaczy się popyt jest.

    • Szymon | pomensku

      Popyt jest i to chyba nawet spory 🙂 Ale powstają nie tylko dlatego, że jest popyt. Głównym problemem jest niekompetencja oraz bezmyślność włodarzy miast. Dopóki takie osiedla tkwią sobie na obrzeżach, nikomu nie przeszkadzają. Ale gdy miasto się rozrośnie, będą stanowić w nim problematyczną wyrwę. A przecież można zaprojektować osiedle tak, by stanowiło przedłużenie miasta, było w pełni bezpieczne oraz nie straszyło murem. Na szczęście takich pojawia się coraz więcej 🙂

  • Żyjemy w czasach, w których ogólnie człowiek zamyka się na drugiego człowieka i moim zdaniem fakt że osiedle jest zamknięte nie ma żadnego znaczenia, jeśli chodzi o ludzkie relacje.
    A ponieważ takie osiedla są coraz bardziej dostępne, nie są już chyba nośnikiem prestiżu.
    Czy chodzi o zaznaczenie własnej prywatności? Chyba nie, prywatne jest tylko mieszkanie, reszta to jednak część wspólna.Ok, nie jest dostępna dla postronnych, ale jednak wspólna.
    Chcę zauważyć, że na tak zwanych osiedlach otwartych też zamyka się klatki schodowe, montuje domofony, to również jest rodzaj odcięcia od reszty. Chyba już powszechnie stosowany. Takie osiedle zamknięte to po prostu jeden zamek więcej od otwarcia. 🙂
    Zgadzam się jednak z faktem, że mogą to być pewnego rodzaju urbanistyczne wyrwy.

  • Ja tam nie rozumiem fenomenu tych zamkniętych osiedli. Niby taki komfort a ludzie gnieżdżą się obok siebie. Jeszcze płacą za to horrendalne kwoty, bo niby bezpieczeństwo. Moim zdaniem podobne pieniądze można wpakować w dom, podpisać umowę na ochronę domu a do tego ma się jeszcze sąsiadów 🙂

  • Z zamkniętym osiedlem nie miałem styczności, choć dawniej mieszkałem w bloku. Spotkałem się z „zamkniętym” podwórkiem – dla swoich. Typowa sytuacja – my lepsi – wy gorsi. Styl narzuciło kilku sąsiadów. Sprawa „rozwiązała” się z odejściem pomysłodawców.

  • Mieszkam na „prawie” zamkniętym osiedlu. Co się wiąże np. z brakiem parkingów dla gości. masakra i utrudnienie, i to duże. Osobiście wkurza mnie taki podział ale to jedyne osiedle w 100% dostępne dla niepełnosprawnych.

  • Ja mam trochę awersję, bo niestety znam rytuały seksualna sąsiadów oraz gust muzyczny debila z naprzeciwka,który piątek-sob-ndz robi all day parties i napierdala z głośników od samego rana..co tydzień..grr