Lifestyle

Miejski zestaw EDC, czyli bez czego nie ruszam się z domu

Znacie Ev’ry Night? Jasne, że znacie. Ale dziś nie o tym „every”. Postanowiłem, że napiszę o męskim EDC (ang. everyday carry), czyli akcesoriach, które zawsze mamy przy sobie. Każdy ma. Ja mam, pan ma, pani ma. Społeczeństwo.

Dla większości z nas EDC to: portfel, klucze i telefon. Bierzesz, wychodzisz z domu i masz. Zestaw EDC to zbiór przydatnego szpeju, który wykorzystujemy w najrozmaitszych sytuacjach. Ale jeśli wpiszecie sobie „zestaw EDC” w Google, to prawdopodobnie traficie na filmiki smutnych panów w wojskowych mundurach, którzy grobowym tonem będą Ci tłumaczyć, że bez zestawu przetrwania w postaci kieszonkowego akcesorium wędkarskiego, maczety, farelki i szabaśnika ultralight nie chodzą nawet do kibla.

Mogłoby się wydawać, że miłośnicy przygotowywania się na apokalipsę zombie mają trochę w czubie, ale zostawmy ich w spokoju. Wystarczy spojrzeć na kobiece torebki, a uznamy, że przenośny wigwam z możliwością szybkiego przekształcenia w klimatyzowaną jurtę z basenem, to nie jest taki głupi pomysł. Moja Bonobo np. nosiła kiedyś w torebce grube wełniane skarpety narciarskie. W sierpniu. Oprócz tego ma w niej tyle paragonów i ulotek, że gdybyśmy zgubili się kiedyś w górach, ogrzewalibyśmy się nimi przez tydzień.

Czym więc jest męskie EDC? Jest to zestaw mieszczący się w kieszeni, plecaku, płaszczu lub torbie, który przeistacza nas w domorosłych MacGyverów, bohaterów domu, Adamów Słodowych. W majsterkowiczów, którzy są w stanie naprawić wszystko zawsze i wszędzie, przy odrobinie wprawy nie stanowiąc zagrożenia dla siebie i otoczenia.

Co mam zawsze przy sobie? Oto mój zestaw EDC:

Nóż

Pozycja obowiązkowa. Jestem z Krzeszowic, obok których leży Kraków. Gdybym mieszkał jeszcze bliżej, np. w Zabierzowie, miałbym pewnie tasak. Strach pomyśleć co by było, gdybym urodził się w Krakowie! Po przeprowadzce do Konina mój nożowniczy instynkt powolutku maleje. Obecnie noszę przy sobie niewielki składany nóż kieszonkowy Sanrenmu 710. Prawdziwy pogromca Chińskich Plastikowych Blistrów Pożogi.

Notatnik + przybory do pisania

Teoretycznie zupełnie zbędny gadżet. Notatki mógłbym zrobić w smartfonie, a o umiejętności pisania zapomnieć. W dzisiejszych czasach wystarczy umieć się podpisać. Ale wiecie co? Lubię to. Zwłaszcza, że mój notatnik ma doskonały kremowy papier, a mnie kręcą takie szczegóły. Zapisuje w nim najważniejsze rzeczy, głównie zawodowe pomysły czy tematy na blog, których nigdy nie zdążę napisać. Poza tym korzystanie z notatnika podczas rozmowy biznesowej jest bardziej eleganckie, niż klepanie w smartfon lub tablet.

Multitool

Multitool to takie narzędzie łączące w sobie kilkanaście innych. Każde jest kiepskie. Ale noszę, bo czasem się przydaje, by odkręcić śrubkę, przeciąć drut lub otworzyć puszkę. Otworzyć Ci… a nie, to słaby żart. W najbliższym czasie mam zamiar zamienić mój multitool z Biedronki na scyzoryk, bo jednak jest odrobinę zbyt ciężki.

Zapalniczka

Sam nie wiem po co ją noszę, przecież nie palę. To chyba pozostałości po okresie, w którym byłem młodocianym osiedlowym podpalaczem. Kiedyś przeczytałem w męskim czasopiśmie, że dżentelmen powinien mieć zapalniczkę, by odpalić papierosa damie albo świeczkę podczas kolacji przy świecach. Odkryłem, że po ich zapaleniu efekt jest lepszy. #sprawdzoneinfo #taksiętorobi

Portfel

Mogłoby się wydawać, że portfel to rzecz oczywista. Ale czy na pewno? Widziałem kilka dni temu w Internecie reklamę portfela, według producenta, idealnego. A przede wszystkim INNOWACYJNEGO. Jego INNOWACYJNOŚĆ polegała na tym, że jest cienki. A jest cienki dlatego, że wykonano go z plastiku i posiada INNOWACYJNY brak kieszeni na bilon. Według producenta możemy monety wrzucić po prostu do kieszeni. Wydaje mi się, że mam pomysł na INNOWACYJNY portfel, w którym nie będziemy tracić miejsca nie tylko na bilon, ale i na banknoty oraz karty. #wirtuozbiznesu

Klucze

Przy moich kluczach uwieszony jest brelok w postaci różowego kota. Jest mi niezbędny.

Smartfon

Wiecie co? Zacząłem się zastanawiać, czy smartfon jest mi w ogóle potrzebny. Wszak co by się stało, gdybym go przy sobie nie nosił? Bo co, bo gdzieś nie zadzwonię? Od kogoś nie odbiorę? Klientowi na maila nie odpiszę? Czasy się zmieniły i wydaje nam się, że to jest takie potrzebne, takie niezbędne, po prostu dzień się wali, bo nie wziąłem telefonu.

Nieprawda. Prawdziwy powód, dla którego noszę telefon, to te sytuacje, w których orientujesz się, że idziesz w złą stronę, ale głupio Ci zawrócić, więc wyjmujesz smartfon i udajesz, że właśnie dostałeś sms-a.

Kubek termiczny

To jeszcze pozostałości po studenckim życiu. Nie wyobrażałem sobie wówczas dnia na uczelni bez kawy. Kupiłem kubek idealnie mieszczący się do mojej listonoszki w pozycji pionowej i korzystam z niego do dziś, zwłaszcza w zimie. Łyk gorącej kawy na mroźnym przystanku ma swój urok i zawsze poprawia mi nastrój.

Poza tym…

Staram się mieć przy sobie zawsze chusteczki higieniczne i te do czyszczenia okularów. Biorę także książkę, by umilić sobie podróż pociągiem lub oczekiwanie w kolejce. Niestety, nie znalazła się na zdjęciu. Ale wiecie jak wygląda książka, nie? Gdy muszę gdzieś popracować, biorę ze sobą tablet. Na studiach robiłem na tablecie notatki, więc pisanie na ekranowej klawiaturze mam opanowane do perfekcji. Czasem biorę też słuchawki.

Listonoszka

Całość noszę w listonoszce, czyli niewielkiej torbie na ramię. Jest lekka i idealnie mieści wszystkie te akcesoria. Posiada w środku przegródki, dzięki czemu nigdy nie muszę niczego szukać na samym dnie.

Napiszcie co sami nosicie w kieszeniach, torebce, plecaku, aktówce lub, nie wiem, w bucie. Jestem ciekaw, czy ktoś z Was przebije gościa z mojego rodzinnego miasteczka. Nosi przy sobie ultralekką składaną kuchenkę gazową. Mówi, że to mu daje bezpieczeństwo i komfort, że zawsze warto mieć, że uzdatni wodę przetrwania, że w razie czego to się herbatki napije.

  • Mój mąż nie wychodzi z domu bez telefonu, portfela i kluczy. To jest jego edc.

  • Świetny zestaw ! Przygotowany na każdą okazję;)

  • Wielki szacun za notatnik i książkę! Myślałam, że już tylko dinozaury w moim wieku tak mają 🙂

    • Szymon | pomensku

      Dzięki! 🙂 Kiedyś nawet myślałem o przerzuceniu się na czytnik ebooków. Zdałem sobie jednak sprawę, że czytanie książki to dla mnie nie tylko wertowanie wzrokiem tekstu, ale i pochłanianie jej innymi zmysłami. Dotykanie papieru, przerzucanie kartek, wąchanie świeżego atramentu itd. 🙂

  • Mato, a mówią że kobiety dużo dupereli noszą 😛 ;).

    • Szymon | pomensku

      Ale my utrzymujemy to w porządku! 😀

  • Dobry wpis:) Spora część ekwipunku się nam pokrywa 🙂 No i szacun za analogowy notatnik, pióro i książkę. 🙂
    Poza tym fajny blog. Wrzuciłem do zakładek i będę czasami zaglądać 🙂

    • Szymon | pomensku

      Dzięki! Twój blog wylądował u mnie w Feedly wczoraj, też mam zamiar odwiedzać 🙂

  • Ja po latach dźwigania ciężkich toreb, w których miałam naprawdę dużo rzeczy (o części myślałam, że je zgubiłam, a później odnajdywałam je w takiej torebce podczas jej czyszczenia) przerzuciłam się na malutką, lekką torebkę, w której nawet zeszyt formatu A5 się nie zmieści. Mam w niej tylko to, co mi niezbędne: telefon, portfel, klucze, krem do rąk, pomadka, której danego dnia używam – to stałe wyposażenie. Jak wyjeżdżam, to chowam do niej jeszcze powerbank, ewentualnie mały notatnik na konferencje blogerskie.

    Ale ja trochę oszukuję system, bo prawie wszędzie jeżdżę samochodem i w nim trzymam całą resztę gratów, które „możliwe, że kiedyś się przydadzą”: 3 parasolki (dwie duże, jedna mała), szalik, jakby się pogoda zepsuła, paczka batoników (kilka razy dostałam lekkiej hipoglikemii, więc mam je na wszelki wypadek, jeśli znów mi się trafi), kosmetyczkę z podstawowymi kosmetykami (dezodorant, żel antybakteryjny, miniatury do mycia i akcesoria higieniczne, małą szczotkę do włosów itp.), etui z kartami lojalnościowymi sklepów, zgrzewkę wody mineralnej, chusteczki higieniczne i pewnie mnóstwo innych przedmiotów, które teraz nie przychodzą mi do głowy. 😀

    • Szymon | pomensku

      Mam tak samo z samochodem! 😀 Pół bagażnika i wszystkie schowki mam zawalone narzędziami, latarkami, zapasem chusteczek (higienicznych i mokrych), sucharów bieszczadzkich, parasolami, kurtką przeciwdeszczową, ponczem i innymi przydatnymi rzeczami. Nawet składaną piłę do drewna mam 😀 Wielki plus za wodę! Od momentu, gdy stałem 3 godziny w korku na autostradzie w czasie upałów, zawsze mam przy sobie przynajmniej jedną dużą butelkę 🙂

      • Ja zapas wody trzymam z dwóch powodów:
        1. Moja praca ma taki charakter, że ilość czasu spędzanego w samochodzie wzrasta wprost proporcjonalnie do temperatury na zewnątrz, więc bez problemu zdarza mi się wypić półtoralitrową butelkę wody w ciągu dnia tylko w czasie jazdy autem.
        2. Często z mężem spontanicznie zabieramy psa na spacery, więc woda jest bardzo przydatna – mamy też miskę w bagażniku, żeby mógł się napić po spacerze.
        Niestety cały ten majdan, który wożę, wraz ze skrzynką z akcesoriami do auta (płyny, skrobaczki, prostownik, lina holownicza itp.) zajmuje strasznie dużo miejsca. Zawsze zazdrościłam ludziom, którzy mają pięknie pusty bagażnik. 😀

  • Gdybyś urodził się w Krakowie, nosiłbyś topór i szirukeny – jak ja! 😀

    Notatnik i długopis też zawsze noszę. Piona!

    • Szymon | pomensku

      Ej, ale właściwie to ja urodziłem się w Krakowie 😀