Lifestyle

Menskie sprawy #1: Marnowanie czasu

Podobno nie da się być blogerem, jeśli choć raz w życiu nie napisze się tekstu na temat organizacji czasu, produktywności lub rozciągania doby. To blogowe must have, podobnie jak wpisy o braku weny, błędach popełnianych przez blogerów czy „pięciu typach ludzi”. Typowe zapchajdziury w formie wyliczanek, w których zgrabnie upchniemy każdą reklamę, nawet środka na przeczyszczenie („dzięki niemu nie muszę tracić czasu na trawienie i mogę zająć się tworzeniem ekologicznych wianków z botwiny!”). Czytam każdy taki artykuł.

Dziś będzie inaczej, bo o marnowaniu czasu. Wiem, że pokusa zrobienia czegoś pożytecznego jest duża, ale przy odrobinie silnej woli można tę pokusę zwalczyć. Pielęgnując poświęcanie czasu na rzeczy zbyteczne i opierając się zgubnym myślom o dokończeniu pracy albo przeczytaniu mądrej książki, można w niedługim czasie wyrobić sobie nawyk marnowania energii na rzeczy głupie. Najważniejsze to znaleźć odpowiedni na to sposób.

Gdybym zbił z desek podium i musiał umieścić na nim moje ulubione sposoby na marnowanie czasu, pewnie połamałbym sobie palce. Ale i miałbym zagwozdkę. Bo wewnętrznym debatom, wsobnym dyskusjom i umysłowym mordobiciom nie byłoby końca. Jedną z najulubieńszych praktyk marnowania czasu jest jednak oglądanie głupich filmików w internecie. To zaczęło się jeszcze w czasach CDA i innych Maxiorów, a dziś wystarcza mi Youtube. Potrafię całymi dniami oglądać ludzi wyciskających sztangę lub maszyny do rąbania drewna. To jest właśnie ta przewaga Internetu. W telewizji wszystko musi być jakieś. Musi mieć określoną długość, jakość i być wyreżyserowane. Musi się sprzedać. W Internecie mogę zaś obejrzeć ośmiogodzinny film z jadącej lokomotywy. Mówię Wam, czad!

Inną, już coraz rzadszą rozrywką, jest Football Manager. To jedyna gra, która nie znudziła mnie po tygodniu (no, może poza GTA San Andreas oraz Elastomanią). Ogólnie nie przepadam za grami, jestem w nich beznadziejny, ale ta przypasowała mi jak sos pieczarkowy do gołąbków. Gry to zdecydowanie idealny sposób na marnowanie czasu. Każdy rozjeżdżał staruszki w Los Santos. Każdy.

Nieco mniej oczywistym sposobem raczę się przyjemnymi letnimi dniami. Biorę wtedy książkę i idę w jakieś urocze miejsce, np. do parku. Młodzieńcze dnie spędzałem jeżdżąc do Krakowa (mieszkałem w mieście oddalonym o 25 km), kupując tam książkę, czytając i wracając do domu. Potrafiłem siedzieć na plantach lub bulwarach po 8 godzin, od czasu do czasu szamając obwarzanka z solą. Miły akompaniament zawsze zapewniali mi krakowscy grajkowie, samochody oraz rozpieszczone dzieciaki, które nie dostały waty cukrowej. Tak, to był jeden z ulubieńszych sposobów na marnowanie czasu.

Opowiem Wam też (ja to Was szanuję!), o sposobie marnowanie czasu, który mnie swego czasu bardzo żenował. Wtłoczyłem go do swojego życia tuż po kontuzji kolana. Usłyszawszy od fizjoterapeuty, że z aktywności fizycznych pozostała mi jedynie miłość (tak, teraz robię na siłowni nogi, aż pioruny walą), postanowiłem spacerować. Po prostu. Traktowałem to jako formę rehabilitacji. Żenowało mnie to jednak, bo wpadając każdorazowo na znajomego lub znajomą, na poczekaniu zmyślałem gdzie idę. Wydawało mi się wówczas, że takie samotne szlajanie się po mieście jest idiotyczne. Zmyślałem więc, że idę właśnie po rzodkiewkę do sklepu, że od kumpla wracam albo że buraczki mi się skończyły i w sumie to ja nie wiem co z własnym życiem teraz począć. Bywało, że wchodziłem do sklepu po te buraczki i ja je kupowałem, by nie wyjść na kretyna. Spacerowałem wtenczas z buraczkami.

Sposobów na marnowanie czasu jest wiele, a ja popieram wszystkie. To bardzo menska aktywność. To chwile, które spędzamy zupełnie tak, jak mamy na to ochotę, a nie jak jest modnie lub jak wypada. Nie przejmuję się zbytnio obniżeniem notowań w rankingu Cosąsiedzipowiedzą, dlatego mam znacznie łatwiej, zwłaszcza w sobotę. Mam bowiem dobrego kolegę, typowego podkrakowskiego gościa, który sobie z tą presją nie radzi. Potrafi całą sobotę nie robić zupełnie nic, a jednak o jakiejkolwiek porze bym go nie zastał, zawsze będzie w roboczym stroju, w drodze do taczek/kosiarki/garażu/piwnicy (niepotrzebne skreślić). Sąsiedzi mają go za wielce pracowitego człowieka. No i prawego, bo nie bije żony i chodzi na pasterkę.

I ja Cię, mój drogi czytelniku, zachęcam do marnowania czasu. Znajdź ten czas, wyjmij z blaszanego wiadra codzienności, otrzep z kurzu i zmarnuj. Graj w gry, czytaj bezsensowne książki lub oglądaj jak gość w Mielnie je zupę. To Twoje chwile, które możesz swobodnie zmarnować tylko raz. Gdy tego nie zrobisz, przeminą na rzeczach pożytecznych. Bezpowrotnie. Okazja jest tylko jedna. Zrób to po mensku.

A Ty, jak lubisz marnować czas?

PS Kusiło, by zachęcić Was do spędzania wolnych chwil na moim blogu, ale kuźwa są jakieś granice marnowania czasu. Nie róbcie tego.

  • Ale jak marnować coś czego ciągle się nie ma? A może dlatego się nie ma, bo się marnuje? A może skoro jednak się marnuje,to znaczy, że się ma go za dużo? A skoro ma się za dużo to trzeba go zmarnować? I wychodzi na to że masz rację. 🙂 To ja trochę go u Ciebie zmarnuję. 😉

    • Szymon | pomensku

      To zależy, bo można rzeczywiście go nie mieć, co oznacza, że się go marnuje, bo nie pozostaje zapasu na głupoty, a to ważna rzecz. Można też sobie wmawiać, że się nie ma, więc tu też dużo czasu jest marnowanego. Inną rzeczą jest marnowanie czasu na rzeczy niepotrzebne, np. mozolne wykańczanie domu przez pięć lat z rzędu, podczas gdy można było kupić mniejszy dom (lub mieszkanie) i zlecić wszystko firmom. Wtedy te zaoszczędzone pięć lat można by z powodzeniem zmarnować na coś innego 🙂 A, i najważniejsze, dziękuję za marnowanie czasu na moim blogu 🙂