Lifestyle

Kto rano wstaje… – to mi nic nie daje

Męskie czasopismo. Strony kolorowe, font duży i modny, a oni – uśmiechnięci. Są już po porannym treningu, kąpieli, zakupach, jedzą zdrowy posiłek, a w kuchni jest słonecznie. Świeże warzywa są prosto z targu, byli tam przed chwilą. Kawa pachnie. Na dobrą sprawę mogliby już iść spać, tyle już dziś zrobili. I może by poszli, gdyby nie fakt, że jest siódma rano.

Wspomnienie

Pamiętam siebie w liceum. Było to ładnych kilka lat temu, miałem szkołę oddaloną o 3 minuty (piechotą) oraz brązową bluzę, którą teraz używam jako legowisko dla kota. W sensie – kot używa. Choć szkoła była blisko, spóźniałem się zawsze. Nie pamiętam jakie towarzyszyło mi wtedy uczucie oraz jak się z tego tłumaczyłem, gdyż byłem w pół śpiącym zombi.

Moda na wczesne wstawanie to nawet dobra rzecz i jest to najskuteczniejszy sposób na wydłużenie sobie doby. Problem w tym, że ja tak nie potrafię. Nigdy nie będę osobą z czasopisma. Nie znoszę wstawać skoro świt, a poranny trening jest dla mnie torturą. Na dodatek, rzadko jest wtedy w kuchni słonecznie i jasno. Jedyne co się zgadza to pachnąca kawa, o ile nie zapomnę zamknąć słoiczka. Wtedy z aromatu nici.

Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę” – mógłbym powtórzyć za Jackiem Kaczmarskim. Próbowałem wprowadzić plan wczesnego wstawania w życie wiele razy i zawsze kończyło się permanentnym niewyspaniem, obniżonymi funkcjami psychomotorycznymi oraz ogólnym rozdrażnieniem. Dużym problemem było skupienie się na obowiązkach, a najgorszy kryzys przychodził około godziny 17-stej. Wówczas nęcił mnie Morfeusz i musiałem długo ze sobą walczyć, by nie wpaść w jego objęcia. A zawsze wolałem Apolla.

Motywacja!

Wczesne wstawanie to jedna z podstawowych cech archetypicznego człowieka sukcesu. Nawet poranny jogging wydaje się bardziej wartościowy niż ten wieczorny. Pobudka skoro świt (choć wolę określenie „razem z kurami” – daje mi to lingwistyczną satysfakcję) stała się niemal synonimem pracowitości i życiowej zaradności. Mimo że doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że związek między jednym a drugim jest, delikatnie mówiąc, wątpliwy, to jakoś podświadomie wierzymy w poranne zdjęcia z Instagrama. Ten to trzyma życie w garści – myślimy. Wszystkiemu towarzyszy otoczka pod szyldem: MOTYWACJA. Presja na wczesne wstawanie jest ogromna. Ba, powstają na ten temat poradniki! „Jak wstawać wcześniej?”, „Jak skutecznie wstać, by nie wrócić do łóżka?”, „Jak być pracowitym rano?”. O tym, jak być pracowitym wieczorem i nie spać do północy – poradników brak.

Po swojemu

Ja wolę inaczej. Lubię spać do ósmej, jem śniadanie gdy zgłodnieję, a za punkt honoru nie stawiam sobie jak najwcześniejszego odbębnienia obowiązków. Jeśli widzę piękny poranek, idę na spacer. Pracą mogę zająć się później, np. wieczorem, gdy i tak w okresie zimowym smog nie pozwoli mi wyjść na pole (tak, jestem spod Krakowa), nie mówiąc o czerpaniu z tego przyjemności. Praca wymaga ode mnie minimum odrobiny kreatywności, a o nią zdecydowanie łatwiej mi po południu, niż rano, gdy moje zdolności kognitywne są w fazie głębokiego snu. Uwielbiam pracować późnym popołudniem, gdy wszyscy pytają z niedowierzaniem: „Ty jeszcze pracujesz?!”. Nie, ja dopiero zacząłem pracę. Kto wyspanemu zabroni?

To nie tylko mój problem. Jak pokazują badania, nocnych marków jest wiele. Takie preferencje to wszak nic złego, acz w pewnym momencie pojawiają się komplikacje. Wystarczy wziąć pod uwagę godziny zajęć lekcyjnych w szkołach lub pracy w biurach. Jeśli nie budzisz się o 6:00 z uśmiechem na ustach – masz problem. Dzieciaki, które lubią sobie pospać, mają trudniej. Osiągają gorsze wyniki w nauce i nie potrafią przyswoić tyle, co ich wczesnopobudkowi towarzysze. Podobny kłopot jest w pracy, w której przebywa się rano (urzędy, korporacje, usługi, biura itp.). Nie możesz się rozbudzić i z trudem rozpoczynasz dzień, łykając w desperacji kolejne kubki kawy? Ty podły leniu.

Co na to Twój Zeitgeber?

Jest jeszcze inny aspekt – zdrowotny. Wczesne wstawanie promowane jest wręcz jako istota zdrowia. Utożsamiane są z nim siły witalne, radość życia, siła charakteru i inne nic nie mówiące slogany. Zupełnie pomija się fakt, że mamy własne uwarunkowania genetyczne, odmienny układ hormonalny, osobiste upodobania i przyzwyczajenia oraz wewnętrznego Dawcę Czasu (niem. zeitgeber), który steruje naszym zegarem biologicznym wedle upodobania. Sen jest zaś podstawowym sposobem na regenerację organizmu, wpływa na całe ciało, włącznie ze stanem psychicznym. Odpowiada za konsolidację pamięci, reguluje hormony i krótko mówiąc – jest dla nas niezbędny.

Nastolatkowie potrzebują nawet 10 godzin snu. Czy to oznacza, że są zmuszone chodzić spać o godz. 20-tej, aby móc wstać o 6-tej do szkoły? A może mają zarywać kilka godzin snu, narażając się na otyłość, choroby układu krwionośnego, depresję, problemy z pamięcią oraz inne skutki niedoboru snu, aby stać się ambitnymi, zmotywowanymi ludźmi sukcesu trzymającymi życie w garści?

Skoro sen jest dzisiaj utożsamiany z marnowaniem czasu, to ja z chęcią obrócę się na drugi bok, poprawię kołdrę, wtulę w poduszkę i pomarnuję go jeszcze przez słodką godzinkę. A zamiast wczesnego wstawania, polecam wstawanie tureckie. Dla zdrowotności.

  • Ja zawsze lubiłam wcześniej wstawać, a do tego odkąd pamiętam często zarywałam noce i spałam mniej niż niby trzeba. Nie przeszkadza mi to jednak w pamięci i nie mam otyłości. Dla mnie sen 6 godzin jest ok i sama się budzę. Czasami maksymalnie 8 mi się trafi 🙂

    • Szymon | pomensku

      Czyli masz tak jak moja kobieta 🙂 Bez problemu budzi się o 6, a pamięć ma taką ja moje trzy. Zazdroszczę 🙂

  • Gdybym miała się budzić sama (a nie być budzona przez dziecko :)), pewnie budziłabym się naturalnie koło 8:30-9:00. Nie przekonuje mnie argument „Wstań wcześniej, więcej zrobisz” bo kiedy przez kilka lat wstawałam o 5:30, to nie byłam w stanie unieść głowy przez pół godziny, dostawałam śniadanie do łóżka i jadłam z talerzem na poduszce!

    • Szymon | pomensku

      Też mam epizod ze wstawaniem o 5, wspominam tragicznie. Pamiętam, że pod koniec budziłem się równo z zegarkiem, myłem, ubierałem, jadłem śniadanie, na następnie (w ciuchach) szedłem jeszcze dospać. Nastawiałem budzik na 5:50, o której po prostu zrywałem się z łóżka i wychodziłem z domu do pracy 🙂

  • Ja cieszę się, że dzieci pozwalają nam pospać do 7 w weekendy, gdzie do niedawna pobudka była o 5 – 5.30

    • Szymon | pomensku

      Dzieci to są jednak łaskawsze niż koty. Nasz kocur Freddie budzi nas codzienną serenadą punkt piąta, domagając się żarełka. Na szczęście pełna micha rozwiązuje sprawę 🙂

  • Anesthka

    Kocham, kocham, kocham spać! Dlatego jeszcze nie zdecydowałam się na dzieci 😛

    • Szymon | pomensku

      Chyba mam tak samo 😀