Lifestyle

Czy wrócę do jednorazówek? Kilka przemyśleń po 6 miesiącach tradycyjnego golenia

Minęło już pół roku od momentu, gdy drżącymi rękami odpakowałem żyletkę, włożyłem ją do maszynki i z przerażeniem przyłożyłem do szyi. Początkowo był strach, później entuzjazm, a teraz czas na małe podsumowanie mojej przygody. Oto kilka przemyśleń na temat tradycyjnego golenia.

To uzależniające

Chyba nie ma sposobu, by przestać. Znam osoby, które dawniej goliły się maszynkami na żyletki, lecz po spopularyzowaniu jednorazówek przerzuciły się na nowoczesne „żaluzje” oraz pianki. Nie znam jednak nikogo, kto po przejściu z maszynek systemowych na tradycyjne golenie, powrócił do maszynek wieloostrzowych.

Dla mnie ta zmiana to jedno z większych odkryć roku 2018. Dzięki maszynkom na żyletki oraz ręcznie wyrabianej pianie polubiłem golenie. Przy czym „polubiłem” jest tutaj sporym niedopowiedzeniem. Ja wręcz nie mogę doczekać się kolejnego golenia i rżnę zarost codziennie. Wcześniej sięgałem po Gillette Mach3 tylko wtedy, gdy to było naprawdę koniecznie.

Nie dajcie sobie wmówić, że oszczędzicie

Czytając o tradycyjnym goleniu spotkacie się z opinią, że to oszczędność. Sam o tym wspominałem we wpisie o początkach golenia maszynką na żyletki. Wiecie co? To bzdura. W rzeczywistości pokusa testowania innych kremów, mydeł do golenia, żyletek oraz płynów po goleniu jest tak duża, że (prawdopodobnie) wydacie znacznie więcej niż w przypadku maszynek systemowych.

Tam sprawa jest prosta. Wybierasz maszynkę i siłą rzeczy jesteś zmuszony tłuc non stop te same wkłady. Golenie jest przykrą codziennością, więc nie zastanawiasz się też nad wyborem pianki czy żelu. Bierzesz tą, która akurat najbardziej Ci odpowiada. Goląc się tradycyjnie masz dylemat, czy następne mydło powinno być o zapachu drzewa sandałowego, mango, skórki pomarańczy czy słodkich migdałów.

To wyjątkowo męska przyjemność

Entuzjazm wynika z faktu, że golenie nie musi być czynnością odwalaną na szybko, z konieczności, a dużą przyjemnością. To taka chwila dla siebie, w której można odrobinę wyluzować. Muszę też przyznać, że cały ten rytuał, czyli namaczanie pędzla, przygotowywanie zarostu, wyrabianie gorącej piany, masowanie twarzy pędzlem i na koniec gładkie golenie twarzy bardzo mnie relaksuje. Goląc się zwykłymi maszynkami tylko się irytowałem, że ostrza się zapychają, ścięte włoski podrażniają mi twarz, żel do golenia zasycha na twarzy, maszynka szarpie, a ten cholerny „pasek nawilżający” zostawia na policzkach jedynie jakąś lepką maź.

Całe życie żyłem w błędzie

To, co najbardziej zaskoczyło mnie po pierwszym goleniu maszynką na żyletki, to doskonała gładkość. Chyba pierwszy raz udało mi się ogolić na tzw. pupę niemowlaka. Pamiętam, że zwykłą jednorazówką nigdy nie osiągnąłem tego stanu i zawsze pozostawały kłujące włoski, zwłaszcza na szyi. Próba ich zgolenia kończyła się podrażnieniami.

Sądziłem, że to wina maszynek. Kilka dni temu ogoliłem się jednak, na próbę, moim starym Machem3 i okazało się, że efekty są bardzo dobre. Dlaczego? Zastosowałem inną technikę golenia. Wykonałem trzy przejścia, użyłem mydła do golenia oraz nie „skrobałem” zarostu, jak zdarzało mi się to dawniej. Podsumowując, maszynki systemowe są bardzo dobre, pod warunkiem, że golisz się dosyć często (nadal słabo sobie radzą z dłuższym zarostem) oraz masz niezbyt gęsty zarost. Wystarczy, że zastosujesz prawidłową technikę golenia. Nikt wcześniej mnie tego nie nauczył.

Pianki i żele w puszkach to nieporozumienie

Podobnemu sprawdzianowi poddałem piankę oraz żel do golenia. Niestety, w przeciwieństwie do maszynki systemowej, zupełnie się nie obroniły. Nadal mają kiepskie właściwości, są zbyt gęste, naszpikowane wysuszającą twarz chemią oraz śmierdzą gazem. Nie byłbym w stanie do nich wrócić. Golenie wyraźnie traci na jakości oraz gubi najważniejszą zaletę – masaż twarzy gorącym pędzlem. To chyba najprzyjemniejsza część tradycyjnego golenia.

Czy to czas na brzytwę?

Maszynkę na żyletki opanowałem w ciągu kilku dni. Goli się nią naprawdę łatwo i nie potrzeba większych umiejętności. Choć można zrobić sobie nią krzywdę, trzeba się o to solidnie postarać. Korci mnie jednak, by przejść na wyższy stopień tradycyjnego golenia i spróbować golenia brzytwą. Nie dla lepszych efektów golenia czy snobistycznego chełpienia się tą męską umiejętnością, a dla przyjemności i własnej satysfakcji. Zawsze chciałem tego spróbować.

Dlatego mam pytanie do Was: próbowaliście kiedyś golić się brzytwą? Jakie są Wasze doświadczenia? I czy szawetka, czyli brzytwa na żyletki, może w ogóle dawać namiastkę golenia prawdziwą brzytwą?

Chętnie poznam Waszą opinię na temat brzytwy, jak i tradycyjnego golenia. Zachęcam do dyskusji w komentarzach.

  • Świetny artykuł, naprawdę mnie zainteresował. Ja osobiście, zdecydowanie zostaje przy goleniu maszynką. Nie mam czasu ani chęci wchodzić akurat w ten temat tracyjnego golenia, wole skupić się na czymś innym:) Ucieszyło mnie jednak, że twierdzisz iż można dobrze ogolić się tradycyjną maszynką:)
    Pozdrawiam,
    Christophermakowski

    • Szymon | pomensku

      Dziękuję za miłe słowa! Co do maszynek systemowych, to np. Gillette Fusion, Mach3 czy Wilkinson Sword Hydro 5 są naprawdę świetnymi golarkami. Sądzę, że większość przypadków podrażnień lub innych problemów to wcale nie wina maszynki, a kiepskiej pianki z puszki lub złej techniki golenia. Większość mężczyzn (w tym ja jeszcze pół roku temu) nie potrafi się golić. Niestety, uczymy się tego z reklam – błędnie 😉

  • Mariusz Sapeta vel Pimps

    Cieszy mnie że można w Internetach spotkać kolejną osobę która przeszła na Tradycyjne Golenie maszynką na żyletki. Mnie też kiedyś udało się powrócić do tej czynności i bardzo to lubię robić. Golę się brzytwą, ale maszynkami na żyletki też bardzo lubię oraz kamisori.
    Co do pytania czy szewetka/brzytwa na żyletki może dać namiastkę golenia prawdziwą brzytwą nie odpowiem mimo to iż ostatnio dostałem do kolegi z forum o tradycyjnym goleniu szewetkę. Dostałem ją ale jakoś się jej boję bo żyletka w niej wygląda dużo straszniej niźli ostrze prawdziwej brzytwy. Więc na pytanie nie odpowiem, ale znam osoby które goliły się szewetką i które twierdzą że golenie jest mniej przyjemne i bardziej trudne od golenie zwykłą brzytwą.
    Tak czy siak pozdrawiam i mam nadzieję że Tradycyjne Golenie Ci się nie znudzi a i uda Ci się nauczyć golenia brzytwą co jeszcze bardziej cieszy po tym zabiegu 🙂

    Z poważaniem Mariusz Sapeta vel Pimps

    • Szymon | pomensku

      Hej Pimps, miło mi Ciebie tu widzieć! To Twoje filmy w dużej mierze zachęciły mnie do skorzystania z brzytwy 😉 Tuż po napisaniu tego artykułu nie wytrzymałem ciśnienia i zamówiłem „na próbę” tanią szawetkę Bluebeards Revange. Powiem szczerze, że początkowo byłem przerażony i nie dziwię się, że wielu kolegów z niej zrezygnowało. Kilka razy pociachałem się naprawdę mocno. Podczas pierwszego golenia nie byłem w stanie nawet do końca piany zebrać, bo żyletka stawała dęba, przeskakiwała i wchodziła w skórę jak w masło. Szczerze mówiąc, to po dwóch tygodniach złapałem kryzys i wydawało mi się, że szawetką nie da się dobrze ogolić i to sztuka dla sztuki. Teraz, po przeszło miesiącu, opanowałem już technikę, golę się dość szybko, dokładnie, bez zacięć i sprawia mi to ogromną przyjemność. Jeśli prawdziwa brzytwa jest łatwiejsza w obsłudze i jeszcze przyjemniejsza, to już nie mogę się jej doczekać 🙂 Pozdrawiam!

      • Mariusz Sapeta vel Pimps

        Wiesz co? teraz to Ty mnie zmotywowałeś do ogolenia się szewetką. Gdzieś ją muszę znaleźć i się ogolić, ale nie dlatego iż mi się za tym tęskni i nie dlatego iż sobie z tym nie poradzę, ale dlatego bo jak to możliwe abym ja który propaguje tradycyjne golenie nie użył tego narzędzia ani raz. Niby mam szewetkę kamisori ale ona jest na inne ostrza bo to są ostrza FAC (Feather Artist Club) i tutaj całkiem fajne jest golenie nimi i wcale nie ma wielkiej różnicy między zwykłym kamisori i tym co ja mam.
        Aha dzięki za miłe powitanie i jak pozwolisz to od czasu do czasu pokręcę się tu u Ciebie 🙂

      • Mariusz Sapeta vel Pimps

        Wiesz co? teraz to Ty mnie zmotywowałeś do ogolenia się szawetką. Gdzieś ją muszę znaleźć i się ogolić, ale nie dlatego iż mi się za tym tęskni i nie dlatego iż sobie z tym nie poradzę, ale dlatego bo jak to możliwe abym ja który propaguje tradycyjne golenie nie użył tego narzędzia ani raz. Niby mam szawetkę kamisori ale ona jest na inne ostrza bo to są ostrza FAC (Feather Artist Club) i tutaj całkiem fajne jest golenie nimi i wcale nie ma wielkiej różnicy między zwykłym kamisori i tym co ja mam.
        Aha dzięki za miłe powitanie i jak pozwolisz to od czasu do czasu pokręcę się tu u Ciebie 🙂

        • Szymon | pomensku

          Miło mi, z chęcią obejrzę filmik z szawetką w roli głównej 😉 Jestem ciekaw jakie będą Twoje odczucia, bo nie da się ukryć, że Feather Artist Club to zupełnie inna bajka niż połówka zwykłej żyletki. I chodzi mi zarówno o długość ostrza, jak i jego ostrość. No chyba, że przełamiesz „piórko” albo KAI 🙂 I zapraszam do odwiedzin, niebawem wrzucę kilka nowych przemyśleń na temat TG.

          • Mariusz Sapeta vel Pimps

            No to zapraszam Cię Szymon na mój film z golenia szawetką 🙂