Uncategorized

Kartka

Do dzisiejszego wpisu zainspirowały mnie teksty Bookworma oraz Dizajnucha, czyli panów tyleż młodych, co nieutalentowanych. A należy wspomnieć, że obaj piszą doskonale. Mianowicie, dyskusja dotyczy książek, więc będzie nudno, ale truskawką na torcie jest tutaj nie wiśnia, a kartka. Bo o tę kartkę się mnie tutaj rozchodzi.

I ja tę kartkę włożę pomiędzy dwóch zwaśnionych panów. Zwaśnionych, rzecz jasna, umownie, bo lubią się na wskroś intensywnie i gdyby byli w jednym czasie i miejscu, np. w kolejce po koci żwirek, to przepuszczali by się wzajemnie w tejże kolejce do usranej śmierci. Wracając do clue programu, moja kartka rozejmu oddziela Bookworma, który lubi książki w formie ebookowej, od Dizajnucha, który pała miłością do papieru.

Ja zaś jestem w tej dyspucie jak kot Schroedingera – pomiędzy. Bo, być może z mentalnego lenistwa, trafiają do mnie wszystkie argumenty. Potakuję głową słuchając o wygodzie czytnika ebooków, jego względach praktycznych oraz wyraźnej przewadze nad tradycyjną książką. Łączę się w bólu na myśl o moich wszelkich podróżach, które ciążyły mi kilogramami makulatury upakowanej w torbach podróżnych. Z drugiej zaś strony wzruszam się na myśl o przewracaniu kartek i o układaniu książek na półce. I o ciągłym zmienianiu koncepcji ich układania. Kolorami, rozmiarem, tematyką, alfabetycznie – próbowałem wszystkiego. Książki to trochę takie narkotyki, tylko trudniej upchnąć w cukierkach, by rozdać dzieciom.

Gdybym miał piwo, a jego przeznaczeniem byłoby podzielenie pomiędzy powyższych książkowych antagonistów, Kargula i Pawlaka literatury, to ja bym to piwo rozlał po równo. Ćwierć rozlałbym Bookwormowi, ćwierć Dizajnuchowi, zaś resztę wypiłbym sam (no co, pokolenie Y zobowiązuje). Butelkę na wymianę oddałbym jednak Dizajnuchowi (toż to 35 groszy!).

Wszystko przez tę łyżkę zgnuśnienia w beczce młodzieńczego wigoru, która nas łączy. Ja po prostu jestem przywiązany do kartek i za nic w świecie nie chcę tego zmieniać. Ja nie czytam liter, tylko rozsmarowuję wzrok po papierze. Widzę te wszystkie zagłębienia, nierówności i włókna celulozy (?). Smyram je palcem i patrzę jak kurzą. Każda przewrócona kartka jest jak szklanka najtańszej whiskey, którą stukasz się ze swymi ulubionymi popaprańcami. Ja wiem, że można by tę whiskey podać w iniekcji, dożylnie. Ba, można by zaaplikować per rectum. Kopnęłaby mocniej, wystarczyłoby mniej. Ale macanie okładek z wypukłymi literami podoba mi się bardziej.

Tekst Bookworma –> https://bwotr.pl/ksiazki/dzien-e-booka/

Tekst Dizajnucha –> http://www.dizajnuch.pl/2016/czytnik-gorszy-niz-papierowa-ksiazka/

  • A ja myślę, że czas te ćwierci zamienić na więcej ćwierci 🙂
    Bardzo nisko się kłaniam i dziękuję za możliwość bycia inspiracją 😉

    • Szymon | pomensku

      Albo i mocniejsze ćwierci 😉

  • No to teraz weź mi powiedz specjalisto, czym uleczę skurcz mięśni policzków – ze śmiechu. Chciałem coś mądrego napisać, ale wszystko co mądre jest powyżej i poniżej, to dziękując taktownie zamilczę 😀

    • Szymon | pomensku

      Zastosowałbym superserię na antagonistyczną partię mięśniową, czyli tę wywołującą grymas smutku. Ja w takiej sytuacji zajrzałbym do portfela lub zmierzyłbym obwód bicepsa, lecz Ty musisz znaleźć swoje najskuteczniejsze ćwiczenie. Myślę, że rozwiązywanie PIT-ów wystarczyło, nie? 😀

      • Jasnowidz! Zarówno zaglądanie do portfela, jak mierzenie czegoś, czego nie ma wystarcza. Oj tak 😉