Lifestyle

Jestem ambasadorem przeciętności

Social media to taka duża strzykawka z grubą igłą, wycelowana prosto w Twój poślad. Wbija się niepostrzeżenie, acz boleśnie. Podskórnie aplikuje Ci motywacyjny bełkot oraz roztwór sukcesu w najrozmaitszych stężeniach i dawkach. Warto być samcem alfa, duszą towarzystwa i człowiekiem tak dobrym, jak dobry jest chleb z podwójną szyneczką. Najlepszym w całej wsi.

Rywalizacja to bardzo męska cecha. Spójrzcie tylko na męskie czasopisma. Poradniki o tym, jak rozwinąć najlepiej zdefiniowany mięsień nadgrzebieniowy wylewają się z nich jak szambo po dobrym weselu. Musisz także mieć zgrabniejszą żonę, lepszą pozycję zawodową, szybszy samochód oraz siusiać nieco dalej niż twój kolega z pracy.

Przeczytajcie zresztą pierwszy lepszy artykuł o jakiejś znanej osobie. Dowiecie się o tym, jak wiele wysiłku musiała włożyć w to, gdzie teraz jest. Poznacie wszelkie przeszkody, nad którymi hycnęła niczym rącza łania. Uronicie łzę czytając o tym, jak biegała w deszczu i przemierzała bagna, by dojść do momentu, w którym z dumą może popić wegańskie pierożki napojem z mchu. Zrozumiecie, że to, co rozświetliło jej na czole dorodny neon z napisem „sukces”, to wyłącznie CIĘŻKA PRACA. Przecież pieniążki oraz znajomości wujka w sąsiedniej wsi nie mogły mieć znaczenia. Panie, nie pieprz pan.

Nie chodzi o to, by umniejszać komuś sukcesy. Historii „od pucybuta do milionera” jest wiele. Drażni mnie jednak to, że każdy musi być wyjątkowo najlepszy. Teraz wyjątkowo najlepszy jest każdy aktor, każda piosenkarka oraz większość celebrytów. Każdy jest wyjątkowo najlepszy w czymś innym. Nie można być po prostu dobrym w gotowaniu tłustego żurku. Jesteś pieprzonym żurkowym rozpierdalaczem! O twój żurek mają zabijać się na ulicy ludzie. Producenci plastikowych łyżek mają błagać o to, by to właśnie ich produkt spoczął na dnie miseczki z TWOIM ŻURKIEM.

Gdy w internecie pojawi się jakakolwiek informacja na temat żurku, od razu zjawiasz się w telewizji śniadaniowej i w roli eksperta wypowiadasz: – „Gówno prawda. Żurek gotujemy WYŁĄCZNIE na kiełbasce SPARZONEJ, pokrojonej w KOSTECZKĘ”. Masarskie imperia upadają, a portale nie nadążają w linkowaniu do Twojej wypowiedzi. Potem już tylko udziały w reklamach, patronaty nad wędzonym boczkiem, sprzedaż własnych napojów energetycznych i takie tam. Taki żurkowy hajlajf.

Ja nie zamierzam rozbudować najznakomitszej muskulatury, bo zdecydowanie bardziej podoba mi się sylwetka Steeva Reevsa niż Phila Heatha. Nie mam ochoty być najbogatszym człowiekiem na świecie, ani nawet na osiedlu, bo znając moje szczęście porwano by mi dla okupu psa. Nie chcę być także najpopularniejszym męskim blogerem męskim. Wystarczy mi to, że jestem jedynym MENSKIM. Jestem jedynie drobnym punkcikiem na samym czubku okazałej piersi rozkładu Gaussa. Jestem ambasadorem przeciętności.

I tylko kobietę mam najwspanialszą.

  • Jak zwykle wszystko na barkach kobiety! 😉

    • Szymon | pomensku

      Nie chcę myśleć, co byłoby bez Was! 😉

  • Końcówka zbiła mnie z tropu, ale pozytywnie. Takiego chleba powszedniego nam trzeba! 😉

  • Diet&respect Dominika Legenza

    Haha błyskotliwy fajny wpis. Taki menski 😂😂😂

    • Szymon | pomensku

      Zapraszam częściej, menskość będzie się piętrzyła i piętrzyła! 🙂

  • Jaka piękna puenta 😀