Lifestyle

Jak szybciej zwiedzać miasto?

Zawsze byłem niecierpliwy. W pewnym okresie, gdzieś w okolicy ósmego roku życia, włączył mi się tryb biegania. Gdy mama prosiła mnie o zakup koperku na obiad, to biegłem. Nie potrafiłem iść spokojnie. Biegiem sunąłem także m.in. na pocztę, po chleb (krzeszowicki, wiadomo) oraz na trzepak. Tylko po słodycze nie biegałem. Po słodycze zapierdzielałem szpagatami.

To moje zniecierpliwienie doskwiera mi i dziś. Zwłaszcza podczas zwiedzania miast. Mógłbym, rzecz jasna, jeździć autobusami, ale to zupełnie nie w moim stylu. Po pierwsze, to nie lubię jeździć od punktu do punktu. Największą radość sprawia mi przemierzanie uliczek, osiedli i dzielnic, gdzie każda ławeczka i każde drzewo kryje jakąś historię. Drzewa w moich Krzeszowicach np. pamiętają dobrze to, jak wcinałem na nich Maczugi lub jak efektownie spadałem z nich na ryj. Tzn. pierwszy upadek był na twarz, ale każde następne już na ryj. Po drugie, mógłbym omyłkowo wsiąść do złego autobusu i dojechać, nie wiem, do Trzebini. Byliście kiedyś w Trzebini?

Ze względu na powyższe, po miastach nie jeżdżę autobusami, a spaceruję. Nie interesuje mnie kolekcjonowanie kolejnych punktów na mapie, tylko ich łączenie, czyli mam coś z Włodka Markowicza. I ostatnio, będąc w Krakowie, wpadłem na pomysł, jak to spacerowanie usprawnić. Muszę mieć jakiś niewielki sprzęt do jeżdżenia po mieście. W końcu mamy dwudziesty wiek. A gdzieniegdzie to nawet dwudziesty pierwszy (ale nie w Trzebini).

W pierwszej chwili pomyślałem: rower. W drugiej chwili pomyślałem: zjadłbym burgera. Poszedłem więc zjeść burgera, ale gdybym miał rower, to mógłbym podjechać do lepszej w burgerowni, gdzie dodają także frytki i mają smaczniejsze bułki. Sami widzicie więc, że rower jest fantastycznym wynalazkiem. Ale musiałby to być rower maleńki, składany, który bez problemu spakuję do bagażnika samochodu lub wezmę do tramwaju. Nawet zastanawiałem się nad zakupem ale…

Pomyślałem o hulajnogach. Dzisiejsze hulajnogi są naprawdę super. Mają duże kółka, amortyzację, a niektóre nawet napęd zdolny do pędzenia chodnikiem 30 km/h. Taką to bym jeździł. Nawet w Trzebini. Najbardziej podoba mi się myśl, że mógłbym ją mieć w bagażniku cały czas, tak że jadąc do Kauflandu po zakupy nie musiałbym w panice szukać pole position tuż przy wejściu. Zaparkowałbym na samym skraju parkingu, a następnie – niczym Lord – potoczył się w kierunku sukcesu i chwały. A przynajmniej do drzwi. Mógłbym też nią jeździć do osiedlowego sklepiku po batony proteinowe albo do kuchni po kefir. Zastosowania mnożą się geometrycznie. Jak zadłużenie po wzięciu paru chwilówek.

I już miałem tę hulajnogę kupować, już witałem się z gąską, ale przypomniało mi się, że od zawsze chciałem nauczyć się jeździć na rolkach. Ścieżek rowerowych gładkich jak nadobne lico jest już w miastach tak dużo, że śmigałbym nimi w mgnieniu oka. Czmychałbym po mieście to tu, to tam, a po godzinie byłoby zwiedzone. Spacer zostałby odbyty (#gimbus alert). Może więc kupię sobie rolki? I złamię rękę, zupełnie tak jak 15 lat temu, gdy założyłem je pierwszy raz?

Chyba pozostało mi zwiedzanie mniejszych miast, gdzie wszędzie jest blisko i można spokojnie dojść pieszo. Np. Trzebini. Może i nie jest tam zbyt ładnie. Za to śmierdzi.

A Wy? Jak lubicie zwiedzać miasta?

Autorka zdjęć: Bonobo. Kazała mi to napisać.

  • Ja zawsze zwiedzam pieszo, we własnym tempie. Na nogach człowiek idzie, gdzie chce, zatrzymuje się, gdzie chce, nie musi się spieszyć.

    • Szymon | pomensku

      Właśnie! Przemieszczając się autobusami zawsze mignie mi przed okiem jakaś piękna architektura lub uroczy skwerek, przy których nie mogę się zatrzymać na odrobinę dłużej 🙂

  • Eeee, po co się śpieszyć 😉 Ja lubię zwiedzać chłonąc atmosferę miasta – czasami będzie to slow travel i przesiadywanie w centrum miasta a czasem pędzenie po muzeach, żeby zobaczyć jak najwięcej – zależy od miasta 🙂