Lifestyle

Efekt Diderota – dlaczego kupujemy i wydajemy zbyt dużo?

Ogarnięcie finansów i kontrola budżetu to popularne pozycje na liście planów noworocznych. Znajdują się i u mnie, a obok punku o planowaniu wydatków umieściłem krótki dopisek: „nauczyć się walczyć z Efektem Diderota”. Pomyślałem, że warto wspomnieć o tym efekcie na blogu, bo jeszcze do niedawna sam dawałem się na niego łapać przy wielu okazjach. Czym jest Efekt Diderota i jak się przed nim chronić?

Jeszcze tylko ta jedna rzecz, czyli Efekt Diderota w praktyce

Czym jest Efekt Diderota? Zanim przejdę do wyjaśnienia zjawiska oraz jego genezy, posłużę się kilkoma obrazowymi przykładami. Jestem pewien, że szybko wychwycisz ten zgubny tok rozumowania, który sprawia, że Efekt Diderota odnosi tak duże sukcesy w drążeniu naszych kieszeni. Co myślisz o poniższych zdaniach?

„Wziąłem w leasing nowy samochód. Nie będę trzymał go przecież pod chmurką, więc wybuduję garaż. Zainstaluję bramę z automatycznym otwieraniem, bo wstyd byłoby otwierać ją ręcznie. Muszę też dokupić dobrą myjkę ciśnieniową, by utrzymywać samochód w czystości”.

„Odłożyłem na nową konsolę do gier. Będąc w sklepie zauważyłem promocję na telewizor, więc chyba wezmę obie rzeczy na raty, bo na starym telewizorze nie wykorzystam całego potencjału grafiki. Poza tym zainwestuję jeszcze w dobrej jakości kino domowe – stary soundbar z marketu w ogóle by do niego nie pasował”.

„Dostałem podwyżkę. Wiąże się to z większą liczbą obowiązków, ale teraz stanowisko jest bardziej prestiżowe. Powinienem kupić dom, by móc godnie gościć współpracowników. W obecnym mieszkaniu jest to niemożliwe! Muszę też zmienić samochód, bo osoba na moim stanowisku musi dobrze się prezentować”.

„Narty z zeszłego roku nie nadają się już do jazdy, są zużyte i popękane. Kupiłbym nowe, ale jak to będzie wyglądać, gdy zestawię je ze starymi butami i ubraniami narciarskimi kupionym kilka lat temu? Powinienem kupić cały zestaw!”

Czym jest Efekt Diderota?

Jeśli kiedykolwiek stałeś przed podobnym dylematem, z dużym prawdopodobieństwem dosięgnął Cię Efekt Diderota. Polega on na impulsywnym dokupowaniu kolejnych przedmiotów, by te „dorównały” rzeczom nabytym ciut wcześniej. To dążenie do unifikacji i równania prestiżu, stylistyki czy użyteczności, które napędza istną spiralę niepotrzebnych zakupów.

Przyznam się szczerze, że w momencie, gdy nie znałem tego efektu, bardzo często sam w niego wpadałem. Jego podstępność tkwi w tym, że w gruncie rzeczy punkt wyjścia jest bardzo racjonalny. Kupując nowy garnitur, dokupienie krawatu, poszetki czy butów wydaje się naturalnym krokiem. Podobnie jest w przypadku remontu mieszkania: skoro odświeżamy salon, to czemu by nie wyremontować przy okazji kuchni lub sypialni?

Sklepy bardzo chętnie wykorzystują Efekt Diderota. Dobrym przykładem jest IKEA, która sprzedaje nie tyle meble i przedmioty, co całe pomysły na pomieszczenia, a nawet mieszkania. Podświadomie czujemy więc, że wybierając tylko jeden element, nie uzyskamy tak dobrego efektu, jaki widzimy na ekspozycji. Podobne pułapki czyhają w sklepach odzieżowych. Nowe kolekcje i manekiny ubrane od stóp do głów wręcz domagają się, by wyrzucić stare rzeczy z szafy i zamienić je nowymi, modniejszymi.

Kim był Denis Diderot?

Denis Diderot był francuskim pisarzem, filozofem i myślicielem okresu oświecenia, żyjącym w XVIII wieku. Choć był człowiekiem wielce utalentowanym oraz poważanym, prowadził biedne życie. Swoje eseje pisał na starym drewnianym biurku, za półkę na książki służyła zwykła sosnowa deska, krzesło wypchane było słomą, a zniszczony chodnik na podłodze dopełniał obrazu ubóstwa.

Wszystko zmieniło się w momencie, gdy Caryca Katarzyna II zaoferowała mu 50 000 franków w zamian za wykup jego biblioteki, którą miał się następnie opiekować. Ta fortuna pozwoliła mu zrealizować największe marzenie – zakup nowego szlafroka w szkarłatnym kolorze. Szczęście Diderota nie trwało jednak długo.

Szybko zauważył, że przepiękny szlafrok nie pasuje do skromnego pokoiku. Stary stołek wymienił więc na skórzany fotel, stół zastąpił okazałym biurkiem, chodnik ustąpił miejsca ekskluzywnemu dywanowi z Damaszku, a na ścianach zawisły eleganckie akcesoria i ozdoby. To zaś doprowadziło filozofa do poważnego kryzysu finansowego i skutkowało napisaniem eseju „Żale nad starym szlafrokiem”.

Dzieło stało się przyczynkiem do badań antropologicznych, które lepiej wyjaśniły ludzkie motywacje zakupowe. Sam termin „Efekt Diderota” został wymyślony przez kanadyjskiego antropologa, Granta McCrackena, badającego przyczyny konsumpcjonizmu.

Jak chronić się przed Efektem Diderota?

Sam ciągle uczę się chronić przed Efektem Diderota, więc nie będę udzielał Wam rad. Sami doskonale wiecie, na co warto wydawać własne pieniądze. Podzielę się natomiast kilkoma zasadami, które wprowadziłem w życie i sprawdzają się u mnie całkiem dobrze. Oto one:

1. Planuję zakupy

Jednym z najlepszych sposobów na unikanie kompulsywnych zakupów jest tworzenie budżetu oraz listy zakupów. Wiedząc, ile mogę danego miesiąca wydać na konkretne rzeczy, wiem na co nie mogę sobie pozwolić. Pozwala mi to jednocześnie zastanowić się nad przyczyną zakupu, a nie zawsze jest nią chęć lub potrzeba. Zdarzyło mi się kupować rzeczy dla poprawy humoru, nagrodzenia się lub podniesienia prestiżu. Tej ostatniej motywacji zawsze wstydzę się najbardziej.

2. Nie kupuję na raty ani nie biorę kredytów

Nie ma prostszej rzeczy niż wzięcie czegoś na raty. Podobnie jest z zaciągnięciem kredytu konsumpcyjnego, bo pożycza się przecież cudze pieniądze. Problem w tym, że trzeba oddać własne. Kupując rzeczy za własnoręcznie zarobioną gotówkę, dobieranie kolejnych rzeczy jest znacznie trudniejsze.

Dodatkowo nasłuchałem się już tylu historii o zadłużeniach spowodowanych życiem na kredyt, że jestem zdecydowanym przeciwnikiem rat, kart kredytowych czy kredytów konsumpcyjnych. O ile w niektórych przypadkach są przykrą koniecznością, kupowanie w ten sposób samochodu, kina domowego lub wakacji objęte jest sporym ryzykiem. Uznaję więc, że jeśli nie mogę czegoś kupić za gotówkę, po prostu mnie na to nie stać. Od razu zaznaczę: dopuszczam wyjątki. To np. mądry i minimalny kredyt hipoteczny lub uzasadniony kredyt inwestycyjny.

3. Wybieram rzeczy uniwersalne

Jestem zwolennikiem kupowania rzeczy ponadczasowych, które nie ulegają chwilowym modom. Doskonałym przykładem jest garderoba kapsułowa, pozwalająca stworzyć mnóstwo stylizacji przy użyciu niewielu elementów. Wówczas dokupienie nowych rzeczy nie wiąże się z diametralną zmianą. Unikam także kupowania rzeczy, które mają bardzo mało zastosowań lub można je łatwo zastąpić uniwersalnymi przedmiotami. Przykładem takiej rzeczy jest gofrownica, która zapewne znudziłaby mi się po tygodniu użytkowania.

4. Próbuję zidentyfikować, skąd wzięła się chęć zakupów

Zauważyłem, że dawniej bardzo często ulegałem Efektowi Diderota. Podyktowane było to głównie chęcią zachowania spójnej estetyki, ale i… próżnością. Wydawało mi się, że inflacja stylu życia jest konieczna, by podwyższać swój status społeczny i czuć się lepiej. Dopiero po latach zrozumiałem, że zupełnie nie zależy mi na tym, jak ocenią moje decyzje zakupowe inni: to ja pozostanę z rachunkiem lub długiem. Przed każdym większym zakupem zadaje sobie dwa pytania:

Dlaczego chcę to kupić?

Czy to na pewno jest mi potrzebne?

Odpowiadając sobie na te pytania dość łatwo zidentyfikować zewnętrzne presje lub błędne przekonania, np. „stać mnie”, „zasłużyłem na to”, „długo na to pracowałem”, „inni będą mnie bardziej szanować”, „może przyda się w przyszłości”, „wszyscy to mają” itd.

5. Staram się nie wymieniać rzeczy dobrych

Ten artykuł piszę na starym, słabym i zużytym już laptopie. Powróciłem do niego rok temu, bo mój nowszy i szybszy laptop został zalany kawą przez kota. Wydawało mi się, że stary laptop jest do niczego – kilka przycisków nie działało, a wentylator niemiłosiernie charczał. Postanowiłem jednak, że wymienię klawiaturę i wentylator na nowe, dzięki czemu dotrwam do zakupu nowego komputera. Kosztowało mnie to jakieś 100 zł. W międzyczasie zrozumiałem, że nowy laptop wcale nie jest mi potrzebny, mimo że jest to moje narzędzie pracy. Ten stary sprawdza się znakomicie, nawet jeśli wygląda dość żałośnie i ledwo obsługuje Football Managera.

6. Kupuję rzeczy wystarczająco dobre

Wybieranie rzeczy dobrze wykonanych i sprawdzonych ma ogromny sens. Uważam, że lepiej kupić porządny przedmiot „na lata” niż ciągle męczyć się z popsutymi taniochami. Problem w tym, że łatwo przesadzić w drugą stronę. Dokładając kolejne funkcje i opcje, czy sięgając po coraz wyższe modele, można niemal nieskończenie zwiększać budżet zakupu.

Znam przypadki, w którym zakup nowego telewizora zmuszał do wymiany mebli, gdyż telewizor nie mieścił się w meblościance. Próbuję więc zawsze określić „punkt wejścia”, czyli minimalny wydatek, który zaspokoi moje potrzeby. Przykładem jest chociażby zakup roweru szosowego, z którym mierzyłem się rok temu. Gdy przeglądałem fora rowerowe, dowiedziałem się, że za 3 tys. nie kupię nawet przyzwoitej używki, nie mówiąc o nówce. Najlepiej, bym odłożył 5 tys. lub 10 tys. zł, jeśli chcę coś nowego. W efekcie kupiłem rower za 2200 zł, przeceniony na 1700 zł, z którego jestem bardzo zadowolony. Wkrótce napiszę o tym coś więcej.

7. Robię zakupy w Internecie

Zauważyłem, że robiąc zakupy internetowo, zachowuję zimną krew. Wydawanie pieniędzy przychodzi mi trudniej, dłużej analizuję wszystkie opcje i mam możliwość łatwego porównania ofert. Nie jestem też narażony na cwanych sprzedawców, którzy często wywierają presję i wykorzystują podstępne techniki, by wcisnąć nam dodatkowe rzeczy. Nawet jeśli nie daję się na nie nabrać, to po setnej odmowie zawsze bardzo źle się z tym czuję.

8. Unikam zakupów impulsywnych

Lubię włóczyć się pod centrach handlowych i sklepach, ale nigdy nie kupuję przedmiotów bez wcześniejszego sprawdzenia ich w Internecie. Zbyt często dawałem się nabrać na pozorne promocje, które okazywały się konkretną klapą. Jeśli coś wpadnie mi w oko, daję sobie kilka dni na to, by zastanowić się, czy na pewno tego potrzebuję. Zazwyczaj chęć zakupu mija mi już na drugi dzień. Nawet jeśli nie mija, przynajmniej udaje mi się znaleźć lepszą ofertę.

Podsumowanie

Mam nadzieję, że nie odebrałem Wam radości z kupowania rzeczy, ani nie zniechęcę Was do kompleksowych zakupów. W wielu przypadkach zakup wszystkiego naraz ma sens. Chodzi jedynie o to, by nie zadłużać się niepotrzebnie i nie rujnować swoich finansów. Moim celem było przybliżenie Efektu Diderota i mam nadzieję, że choć odrobinę pomoże Wam to w decyzjach zakupowych.