• Lifestyle

    Rutyna powrotów do domu

    Mieszkam 328 km od domu rodzinnego. Właściwie to mieszkania. Właściwie to 329 km, bo zawsze wjeżdżam po drodze na hot doga, koniecznie z kabanosem i amerykańskim sosem. Jeśli nie ma kabanosa ani amerykańskiego sosu, to tupię nogą, mówię „o nie, nie, nie! Nieładnie!” i aplikuję miłemu panu sprzedawcy pistolet dystrybutora w dupę. Właściwie to mu serdecznie dziękuję i wychodzę. Skoro już trochę nakłamałem, czyli tchnąłem w ten tekst ducha menskości, przejdźmy do konkretów. Będzie to krótka piłka, rollo z mieszanym. Tematem przewodnim będą dziś powroty do domu. Jeden z nich mam akurat za sobą. Jeśli mieszkasz daleko od domu rodzinnego i wracasz do niego rzadko, powrót jest czymś więcej niż…

  • Lifestyle

    Menskie sprawy #1: Marnowanie czasu

    Podobno nie da się być blogerem, jeśli choć raz w życiu nie napisze się tekstu na temat organizacji czasu, produktywności lub rozciągania doby. To blogowe must have, podobnie jak wpisy o braku weny, błędach popełnianych przez blogerów czy „pięciu typach ludzi”. Typowe zapchajdziury w formie wyliczanek, w których zgrabnie upchniemy każdą reklamę, nawet środka na przeczyszczenie („dzięki niemu nie muszę tracić czasu na trawienie i mogę zająć się tworzeniem ekologicznych wianków z botwiny!”). Czytam każdy taki artykuł. Dziś będzie inaczej, bo o marnowaniu czasu. Wiem, że pokusa zrobienia czegoś pożytecznego jest duża, ale przy odrobinie silnej woli można tę pokusę zwalczyć. Pielęgnując poświęcanie czasu na rzeczy zbyteczne i opierając się…

  • Lifestyle

    Jak mam odczarować niedzielę?

    Nienawidzę niedziel. Męczą mnie bardziej niż trening nóg i sprawiają, że nawet Choco Bonsy nie wchodzą. To najgorsza doba w tygodniu. Dwadzieścia cztery godziny totalnego zblazowania. Już tłumaczę dlaczego. Jest parno. Każda niedziela jest parna, duszna i nieznośnie cicha. Jeszcze wczoraj Twój sąsiad do późnego wieczora rżnął stare meble na opał, kierowcy tirów rozjeżdżali Ci przed blokiem asfalt oraz duszę, a Ty sam kosiłeś trawę. I to nie dlatego, że była zbyt długa. Mężczyźni koszą trawę wtedy, gdy pokłócą się z żoną. W niedzielę wszystko mija. Gwar ustaje i do uszu przebija się tylko rytmiczne dudnienie tłuczenia schabu. Ale to nie dźwięk (a raczej brak dźwięku) sprawia, że niedziela staje…

  • Lifestyle

    Jak to jest z tą całą siłownią?

    Pamiętam swoją pierwszą w życiu wizytę na siłowni. Ważyłem wówczas niewiele więcej niż worek ziemniaków i wcale nie poszedłem tam ćwiczyć. Ot, popatrzyć jak ćwiczą starsi koledzy. Miałem 13 lat i marzenia tak wielkie, że Kołcz Majk zalałby się rumieńcem. Miałem też żółwia Macieja. Uciekł przez balkon. Wracając do siłowni, była to typowa piwniczna mordownia. Towarzystwa trochę się bałem, bo słuchali agresywnego hip hopu i pili napój energetyzujący z Biedronki, a mama zawsze powtarzała, że od tego można dostać haluksów (albo zawału, nie pamiętam). Między kolejnymi kawałkami Firmy oraz Hemp Gru słychać było parsknięcia i pojękiwania, a za hi-hat robiła suwnica Smitha, zwana także portalem przyrostów. Choć miałem wówczas czwórę…

  • Lifestyle

    Poradnik dla kotów: jak przekonać do siebie człowieka?

    Cześć, tu Fredek, ten ze zdjęcia na górze. Mój otwieracz, tfu, opiekun poszedł szamać kolację i zamknął mnie w pokoju, bo ostatnio podżarłem mu gulasz. Zapomniał jednak zamknąć laptopa, więc jedziemy szybciutko z tym koksem. To poradnik dla kotów, nie człowieków, więc zostaw mnie ze swoim pupilem en face i idź zrobić coś pożytecznego. Np. przygotować mu szamę, najlepiej mokrą. Z podwójnym mięskiem. Dzisiaj pogadamy o tym jak przekonać do siebie człowieka. Być może zburzę Twoją futerkowatą rzeczywistość i pierdzielniesz baranka w drapak, ale nie wszyscy nas lubią. NAS KOTÓW! Szczerze – ja trafiłem na beznadziejny przypadek. W Zielonej Górze takich nie widzieli. Mój pancio to był taki trochę buła,…

  • Lifestyle

    Jestem ambasadorem przeciętności

    Social media to taka duża strzykawka z grubą igłą, wycelowana prosto w Twój poślad. Wbija się niepostrzeżenie, acz boleśnie. Podskórnie aplikuje Ci motywacyjny bełkot oraz roztwór sukcesu w najrozmaitszych stężeniach i dawkach. Warto być samcem alfa, duszą towarzystwa i człowiekiem tak dobrym, jak dobry jest chleb z podwójną szyneczką. Najlepszym w całej wsi. Rywalizacja to bardzo męska cecha. Spójrzcie tylko na męskie czasopisma. Poradniki o tym, jak rozwinąć najlepiej zdefiniowany mięsień nadgrzebieniowy wylewają się z nich jak szambo po dobrym weselu. Musisz także mieć zgrabniejszą żonę, lepszą pozycję zawodową, szybszy samochód oraz siusiać nieco dalej niż twój kolega z pracy. Przeczytajcie zresztą pierwszy lepszy artykuł o jakiejś znanej osobie. Dowiecie…

  • Lifestyle

    Pamiętasz swój ostatni raz?

    Hopka znajdowała się w pobliskim lesie i krążyło na jej temat wiele mitów. Na skok decydowali się nieliczni. Zbudowano ją na końcu stromego zjazdu, a pomiędzy nią i zeskokiem był głęboki rów. Mówiono, że jeden rowerzysta do niego wpadł i się połamał. I umarł – każdy dodawał w myślach, choć to nieprawda. Ja do specjalnie odważnych nie należałem nigdy. Nie przepadam za bólem – nie zaprosił bym na wesele, pieniędzy bym nie pożyczył. W dzieciństwie zdecydowanie bardziej odpowiadała mi jazda od punktu do punktu wraz z kumplem. Spędzaliśmy na rowerach całe dnie. Wystarczyło rzucić punkt lokalizacyjny, np. pałac i po kilku minutach meldowaliśmy się u celu. Byliśmy królami dwóch kółek,…

  • Autor zdjęcia: MOs810
    Lifestyle

    Instrukcja obsługi obwarzanków dla warszawiaków

    Ile wspomnień i emocjonalnego ładunku może nieść ze sobą kawałek pozwijanego ciasta z odrobiną soli? Jak się okazuje, nie mniej, niż scena śmierci Mufasy. Albo ta z Toy Story II, gdzie rudowłosa kowbojka śpiewa piosenkę o swojej właścicielce, która ją porzuciła, poszła na studia i podjęła pracę w dynamicznie rozwijającej się firmie, ceniącej elastyczne godziny pracy i dobrą atmosferę w młodym, ambitnym zespole. Suka. Takie emocje wywołują we mnie obwarzanki. Nie ma innej rzeczy, która tak bardzo kojarzyłaby mi się z Krakowem. Podobno nie ma fizycznej możliwości wyjść w Krakowie na pole (a nie żaden dwór czy podwórko) i go nie zjeść. Po prostu się nie da. Niebieska budka stoi…

  • Lifestyle

    Czy warto pić wodę z kranu?

    Pamiętam, jak podczas treningu na siłowni zabrakło mi wody mineralnej. Źle oszacowałem podaż w moim bidonie, a popyt był spory, gdyż nieco przesoliłem obiad. Zrządzeniem losu nie wziąłem też żadnej gotówki, za którą mógłbym kupić kolejną butelkę. Do końca treningu wytrwałem o suchym pysku. Ta łamiąca historia przypomina mi dzień, w którym przypomniałem sobie (incepcja!) o moim dzieciństwie. Tuż po wyjściu z siłowni pognałem do sklepu, kupiłem wodę i doznałem olśnienia: – Zaraz, zaraz! Przecież jest KRANÓWA! W dzieciństwie piłem ją non stop. Pamiętam, że smakowała wyśmienicie, zwłaszcza po kolejnym meczu piłki nożnej na osiedlowym boisku. Wychowałem się w Krzeszowicach, gdzie od zawsze słyszałem, że woda jest wyśmienitej jakości. Prosto…

  • Lifestyle

    Jakie jest Twoje ulubione miasto?

    Często się irytuję. Szczególnie denerwują mnie drobnostki, które są efektem chamstwa, cwaniactwa lub braku szacunku do innych. Staram się być opanowanym i spokojnym człowiekiem, dostrzegając jak najwięcej plusów. I to się sprawdza. Ale w wielu sytuacjach znajdzie się choć jeden minus, który jest w stanie przekreślić wszystko. Tym niezgrabnym i nazbyt ogólnikowym wstępem przechodzę do części zasadniczej tego tekstu. Uwielbiam Toruń. To miasto słynące z pierników i heheszków wywołanych faktem ogólnie znanym. Jestem wobec Torunia bezkrytyczny. Do tego stopnia, że za zaletę uważam bliskie sąsiedztwo Bydgoszczy (skądinąd zwanej w Toruniu – Brzydgoszczą, Bydłoszczą lub – uwaga, mój faworyt – Tyfusowem). Uwielbiam Toruń za Krajinę Piva, za piekarnię na Bydgoskim Przedmieściu…