• Autor zdjęcia: MOs810
    Lifestyle

    Instrukcja obsługi obwarzanków dla warszawiaków

    Ile wspomnień i emocjonalnego ładunku może nieść ze sobą kawałek pozwijanego ciasta z odrobiną soli? Jak się okazuje, nie mniej, niż scena śmierci Mufasy. Albo ta z Toy Story II, gdzie rudowłosa kowbojka śpiewa piosenkę o swojej właścicielce, która ją porzuciła, poszła na studia i podjęła pracę w dynamicznie rozwijającej się firmie, ceniącej elastyczne godziny pracy i dobrą atmosferę w młodym, ambitnym zespole. Suka. Takie emocje wywołują we mnie obwarzanki. Nie ma innej rzeczy, która tak bardzo kojarzyłaby mi się z Krakowem. Podobno nie ma fizycznej możliwości wyjść w Krakowie na pole (a nie żaden dwór czy podwórko) i go nie zjeść. Po prostu się nie da. Niebieska budka stoi…

  • Lifestyle

    Czy warto pić wodę z kranu?

    Pamiętam, jak podczas treningu na siłowni zabrakło mi wody mineralnej. Źle oszacowałem podaż w moim bidonie, a popyt był spory, gdyż nieco przesoliłem obiad. Zrządzeniem losu nie wziąłem też żadnej gotówki, za którą mógłbym kupić kolejną butelkę. Do końca treningu wytrwałem o suchym pysku. Ta łamiąca historia przypomina mi dzień, w którym przypomniałem sobie (incepcja!) o moim dzieciństwie. Tuż po wyjściu z siłowni pognałem do sklepu, kupiłem wodę i doznałem olśnienia: – Zaraz, zaraz! Przecież jest KRANÓWA! W dzieciństwie piłem ją non stop. Pamiętam, że smakowała wyśmienicie, zwłaszcza po kolejnym meczu piłki nożnej na osiedlowym boisku. Wychowałem się w Krzeszowicach, gdzie od zawsze słyszałem, że woda jest wyśmienitej jakości. Prosto…

  • Kuchnia

    Placki, które uratują Ci weekend

    Sobota wieczór to wyjątkowy czas. Gdybym miał wybrać dzień i porę dnia, którą zapętliłbym na wieczność, byłaby to sobota. Wieczór konkretnie. Inne dni i pory mogłyby nie istnieć. No, może poza poniedziałkowym porankiem. W końcu nic nie napędza nas tak do interakcji i socjalizacji jak wspólne narzekanie. To zdanie jest tu tylko po to, by nie zacząć kolejnego akapitu identycznie. To zdanie zaś – by poinformować, że dopiero po nim zacznie się właściwy akapit. Sobota wieczór (tak, to nastąpiło), to jak podwójny plasterek szyneczki, jak herbata Lipton zaparzona tylko raz lub jak dwajścia deka miłości owinięte w papierek z serduszkiem. Bez względu na to, czy lubisz spędzać ten czas imprezując,…

  • Lifestyle

    Jakie jest Twoje ulubione miasto?

    Często się irytuję. Szczególnie denerwują mnie drobnostki, które są efektem chamstwa, cwaniactwa lub braku szacunku do innych. Staram się być opanowanym i spokojnym człowiekiem, dostrzegając jak najwięcej plusów. I to się sprawdza. Ale w wielu sytuacjach znajdzie się choć jeden minus, który jest w stanie przekreślić wszystko. Tym niezgrabnym i nazbyt ogólnikowym wstępem przechodzę do części zasadniczej tego tekstu. Uwielbiam Toruń. To miasto słynące z pierników i heheszków wywołanych faktem ogólnie znanym. Jestem wobec Torunia bezkrytyczny. Do tego stopnia, że za zaletę uważam bliskie sąsiedztwo Bydgoszczy (skądinąd zwanej w Toruniu – Brzydgoszczą, Bydłoszczą lub – uwaga, mój faworyt – Tyfusowem). Uwielbiam Toruń za Krajinę Piva, za piekarnię na Bydgoskim Przedmieściu…

  • Lifestyle

    Pochwal się swoją chorobą, czyli problem pana Czesława

    Jakiś czasem temu miałem przyjemność poznać Czesława Beera, osiemdziesięcioletniego jogina. Po warsztatach z jogi poszliśmy na raut, na którym porównywaliśmy jakość wyrobów nalewkowych. Pan Czesław w tym czasie wycinał na konsekwentnie nienastrojonej gitarze i raczył nas zakazanymi piosenkami. Bawiłem się jak nigdy. Jest jednak rzecz, która zapadła mi w pamięć jeszcze mocniej niż sowizdrzalskie teksty piosenek p. Czesława. Chodzi o jego podejście do chorób. Urzekł mnie mówiąc, że nie jest w stanie zamienić ze swoimi rówieśnikami ani słowa. – Oni non stop gadają o swoich chorobach! Gdy temat własnych dolegliwości się wyczerpie, gadają o chorobach bliskich – żalił się współbiesiadnikom pan Czesław. Przebij to Licytowanie na choroby to wręcz sport.…

  • Trening

    Mężczyzna na jodze

    Jeszcze rok temu myślałem, że joga to siedzenie po turecku i mruczenie. Gdy słyszałem, że ktoś ćwiczy jogę, wpadałem w zadumę. Jak to ćwiczy jogę?! Udoskonala pozycję kwiatu lotosu? Medytuje na czas? Progresuje w mruczeniu? Z ignorancji wyprowadziła mnie pierwsza wizyta na siłowni. W klubie, do którego uczęszczamy z Bonobo (gwoli wyjaśnień – moją kobietą), są zajęcia z jogi. Bonobo od razu je pokochała. Dzięki temu wiem, że joga to prawdziwy diabeł. Między moim siłownianym zagajnikiem, czyli strefą ciężarów, a królestwem Bonobo – salą fitness – jest okno. Widzę więc wszystko, co tam robią. Pozycje, które przyjmuje się w jodze, są sprzeczne z anatomią człowieka. Przynajmniej z moją anatomią. Ci…

  • Lifestyle

    Zatrucie tlenkiem węgla, czyli życie warte 50 zł

    Poranek zaczął się od spraw wybitnie prozaicznych, czyli od pięciu kanapek. Trzy z nich muszą być na słono (jedna z serem, jedna z szynką, trzecia z pasztetem), dwie zaś na słodko. Obie z dżemem. Do tego herbata, bo kawę lubię wypić dopiero po śniadaniu. Obowiązkowo czasopismo, by przeczytać choć z trzy akapity. Włączam też radio, bo lubię posłuchać wiadomości. I tu kończy się proza. Słucham bowiem o kolejnym tragicznym przypadku, który zdarzył się w zupełnie nieznanej mi miejscowości. Nie byłbym w stanie nawet wskazać jej na mapie. Tym razem nie jest to wypadek samochodowy ani zabójstwo. Ofiary są dwie, o ile dobrze dosłyszałem, bo w tym czasie radio zaczęło charczeć.…